Kiedy pięć lat temu dzwoniły fundusze, DuckLabs wybrał drogę bez inwestora. Baza danych DuckDB dopiero nabierała rozpędu, a firma miała zostać w całości w rękach twórców i zespołu. Tak to opisali sami założyciele. W środę ogłoszono, że AWS przejmuje DuckLabs. Dla rynku to kolejne przejęcie w chmurze. Dla kogoś, kto ma DuckDB wpięte w codzienne przetwarzanie danych, pytanie jest prostsze i mniej sentymentalne: czy darmowe zostanie darmowe. Oba komunikaty odpowiadają na nie wprost, wskazując licencję MIT i niezależną fundację. Warto jednak przeczytać, gdzie ta odpowiedź się kończy.
Amazon kupuje firmę i zespół, nie projekt
Komunikat Amazona z 26 sierpnia 2026 zawiera zdanie warte zapamiętania: “Nie nabywamy projektu open source DuckDB”. Przedmiotem transakcji jest amsterdamska spółka DuckLabs razem z ludźmi. Podpisana została wiążąca umowa, a samej transakcji jeszcze nie domknięto. Amazon pisze o zamknięciu “wkrótce”, po spełnieniu standardowych warunków. DuckLabs mówi o początku września.
Projekt należy do kogo innego. Peter Boncz z amsterdamskiego instytutu CWI, członek zarządu fundacji DuckDB, przypomniał przy tej okazji historię tego układu. Fundacja powstała przy wydzieleniu DuckLabs z instytutu i to ona trzyma całą własność intelektualną otwartego DuckDB. Amazon nie kupuje praw do kodu, bo sprzedający ich nie ma.
Zespół, ponad trzydzieści osób, zostaje razem w Amsterdamie. Hannes Mühleisen i Mark Raasveldt, twórcy DuckDB i współzałożyciele firmy, mają dalej prowadzić i zespół, i kierunek techniczny projektu. Darmowe i otwarte na licencji MIT zostają DuckDB, DuckLake oraz Quack.
Co licencja MIT naprawdę zabezpiecza
Kod już wydany na licencji MIT zostaje dostępny na tych warunkach. Zmiana licencji przyszłych wersji nie odbierze nikomu praw do kopii, które dostał wcześniej. Taką kopię można zmieniać i rozpowszechniać dalej, łącznie z prowadzeniem własnego wariantu projektu, gdyby kierunek przestał komuś odpowiadać. Tyle daje sama licencja open source.
Druga warstwa zabezpieczenia to fundacja. Skoro własność intelektualna leży po jej stronie, zmiana warunków na przyszłość wymagałaby jej decyzji, a nie decyzji działu prawnego Amazona. To realna różnica wobec projektów, w których prawa do kodu trzyma spółka. Ile bywa warta licencja, gdy właściciel zmienia zdanie, widzieliśmy niedawno przy modelu MiniMax wypuszczonym z wagami na warunkach wykluczających użytkowników z Unii.
DuckLabs zapowiada dodatkowo dwie rzeczy. Fundacja ma dostać techniczną radę doradczą, żeby osoby z otoczenia projektu mogły wpływać na jego kierunek. Stos rozszerzeń ma zostać otwarty tak, aby w DuckDB działały rozszerzenia podpisane przez inne organizacje. Radę zapowiedziano wcześniej, przy wydaniu DuckDB 2.0 z 17 sierpnia, więc nie jest ustępstwem wytargowanym przy transakcji.
Czego ta odpowiedź nie obejmuje
Kwoty nie podano. Nie ma jej ani w komunikacie DuckLabs, ani w komunikacie Amazona, więc każda liczba krążąca dziś po sieci jest czyimś szacunkiem.
Nie wiadomo, co stanie się z komercyjną częścią działalności. DuckLabs sprzedawał wsparcie i kontrakty na priorytetyzację funkcji. Żaden z komunikatów nie mówi, jak te umowy mają być obsługiwane po zamknięciu transakcji.
Licencja chroni kod, nie uwagę. Po zamknięciu transakcji za czas ponad trzydziestu inżynierów rozwijających ten silnik płaci AWS. Priorytety idą za tym, kto opłaca godziny pracy, nawet gdy repozytorium zostaje otwarte. Prowadzenie własnej kopii projektu to prawo, nie zdolność. Żeby z niego skorzystać, trzeba mieć ludzi umiejących rozwijać bazę danych.
Nie wiadomo też, kto zasiądzie w radzie doradczej ani jak dokładnie ma działać podpisywanie rozszerzeń. Te dwie rzeczy decydują, czy społeczność zachowa realny wpływ. Spór o to, kto współdecyduje o otwartym projekcie, potrafi wywrócić go od środka, co widać choćby po awanturze w Godocie o dopuszczalność kodu pisanego przez AI.
Firma, która przez pięć lat mówiła funduszom “nie”
DuckLabs powstał nieco ponad pięć lat temu, żeby dać zespołowi DuckDB stabilny dom na dłużej. Baza nabierała wtedy rozpędu, pojawiły się pierwsze komercyjne kontrakty, dzwoniły fundusze. Założyciele wybrali drogę bez inwestora, z firmą w całości w rękach twórców i zespołu.
Skala, o której mówią dzisiaj, robi wrażenie: ponad milion pobrań dziennie. To ich własna liczba, nie pomiar niezależny, ale rząd wielkości pasuje do obecności DuckDB w notatnikach analityków i w procesach przetwarzania danych na całym świecie.
Powód sprzedaży opisali sami, bez owijania w bawełnę. Bali się, że mała firma stanie się wąskim gardłem projektu. Rozbudowa sprzedaży, wsparcia i operacji odciągnęłaby ich od pracy technicznej, czyli od tego, co zbudowało DuckDB. Zamiast rosnąć w firmę, której nie chcieli prowadzić, zdecydowali się sprzedać ją komuś, kto takie działy ma od dawna.
Pierwsza Misja AI · Kodożercy
Używasz AI codziennie, ale czy robisz to dobrze?
Kurs Pierwsza Misja AI pokaże Ci techniki promptowania, które naprawdę działają. Praktyczne ćwiczenia na żywym modelu, gamifikacja i certyfikat.
Sprawdź program kursu →

Współpraca z AWS jest starsza niż ten komunikat
Obie strony inaczej datują początek znajomości i widać to w jednym dniu ogłoszeń. DuckLabs pisze o “ponad roku” bliskiej współpracy. Amazon podaje rok 2024. Andy Warfield, wiceprezes AWS cytowany w obu miejscach, mówi o mniej więcej dwóch latach.
Publiczny ślad jest starszy niż rok. Komunikat DuckLabs linkuje w tym miejscu do zapowiedzi obsługi Amazon S3 Tables z marca 2025. Umowa wyrasta więc z udokumentowanej publicznie współpracy produktowej. Od kiedy strony rozważały samo przejęcie, żaden z komunikatów nie mówi.
Co z tego wynika dla polskiego zespołu
DuckDB uruchamia się lokalnie, na jednym serwerze albo wprost na laptopie analityka. Bez konta w chmurze, bez stawiania hurtowni danych i bez wysyłania czegokolwiek na zewnątrz. To bywa argument rozstrzygający wszędzie tam, gdzie zespół przetwarza dane osobowe albo musi kontrolować, gdzie fizycznie leżą jego pliki. W polskich realiach dotyczy to i sektora publicznego, i każdej firmy, która woli nie tłumaczyć klientowi, do której chmury trafiły jego dane.
To, że AWS przejmuje DuckLabs, nie zmienia w tym dziś nic. Ten sam plik wykonywalny, ta sama licencja, ta sama fundacja. Rozsądne minimum na najbliższe miesiące jest nudne i tanie. Przypnij konkretną wersję zamiast pobierać najnowszą przy każdym uruchomieniu. Trzymaj u siebie kopię źródeł i rozszerzeń, od których zależy twój proces. Sprawdź w listopadzie, kto podpisuje rozszerzenia i kto zasiadł w radzie fundacji. Jeśli oba te miejsca będą wyglądać tak jak dziś, temat można zamknąć.
Podsumowanie
Amazon podpisał wiążącą umowę nabycia DuckLabs, amsterdamskiej firmy stojącej za DuckDB, a zamknięcie zapowiedziano na początek września. Kupowana jest spółka i zespół, bo sam projekt należy do niezależnej fundacji trzymającej jego własność intelektualną. DuckDB, DuckLake i Quack zostają darmowe i otwarte na licencji MIT, twórcy dalej prowadzą kierunek techniczny, a ponad trzydziestoosobowy zespół zostaje w Amsterdamie. Licencja zabezpiecza kod, którego nikt nie cofnie, oraz prawo do prowadzenia własnej kopii projektu. Nie zabezpiecza natomiast tego, na co pójdzie uwaga tych trzydziestu osób, ani tego, jak będzie wyglądać rządzenie projektem, kiedy pensje wypłaca największa chmura świata. Kwoty nikt nie podał i nie warto jej zgadywać.
Newsletter · DevstockAcademy & Kodożercy
Bądź na bieżąco ze światem IT, AI i automatyzacji
Co wtorek: newsy z branży, praktyczne tipy i narzędzia które warto znać. Zero spamu.




