Etykieta, którą Spotify zacznie pokazywać od połowy września, nie mówi nic o tym, czy muzykę napisała maszyna. Mówi coś zupełnie innego: że twarz i nazwa, którymi podpisano tę muzykę, zostały wygenerowane. Wygląda to na niuans, a jest sednem całej zmiany. Producent zapisał to w komunikacie jednym zdaniem, które warto przeczytać dwa razy, bo przesądza o tym, czego ta etykieta nie załatwi.
Co dokładnie dostanie etykietę AI Persona
Oznaczenie nazywa się AI Persona badge i trafi na profile, których publiczna tożsamość sprawia wrażenie wygenerowanej przez sztuczną inteligencję. Chodzi o to, co artysta pokazuje na swoim profilu: nazwę i zdjęcia. Warunkiem jest fotorealizm, czyli wizerunek wyglądający jak zdjęcie prawdziwego człowieka.
Słowo o fotorealizmie warto podkreślić, bo zawęża sprawę mocniej, niż widać na pierwszy rzut oka. Kryterium mówi o wizerunkach wyglądających jak zdjęcie prawdziwej osoby. Wirtualny wykonawca w konwencji rysunkowej albo animowanej raczej się w tym nie mieści, choć firma tego nie dopowiada. Sam dobór słowa sugeruje, że przedmiotem zainteresowania nie jest fikcyjna postać jako taka, tylko fikcyjna postać nie do odróżnienia od fotografii.
Start nie obejmie wszystkich naraz. Firma zaczyna od profili przekraczających określone progi widowni, ale tych progów nie podała. Nie wiadomo więc, czy chodzi o setki tysięcy słuchaczy miesięcznie, czy o kilka tysięcy. Do czasu ich ujawnienia trudno powiedzieć o konkretnym profilu, że etykietę dostanie. Można powiedzieć tylko tyle, że się do niej kwalifikuje.
Etykieta jest oznaczeniem, nie karą. W komunikacie nie ma mowy o usuwaniu takich profili, o obniżaniu ich w wynikach ani o zmianie zasad wypłat. Słuchacz zobaczy dodatkową informację przy nazwie wykonawcy i na tym rola serwisu się kończy. Decyzję, czy go to obchodzi, podejmuje sam.
Warto zwrócić uwagę na słowo, którego w tym opisie nie ma. Nigdzie nie pada nazwa utworu ani nagrania. Cała konstrukcja dotyczy profilu, czyli miejsca, w którym artysta buduje relację ze słuchaczem, a nie katalogu nagrań.
Etykieta o twarzy, nie o dźwięku
Kluczowe zdanie brzmi: oznaczenie dotyczy publicznej tożsamości artysty, a nie tego, jak powstała muzyka.
Wynika z niego rzecz, która wywróci połowę nagłówków o tej zmianie. Zespół żywych muzyków może wygenerować cały album w modelu i etykiety nie dostanie, bo zdjęcia na profilu są prawdziwe. Odwrotnie, ktoś może nagrywać wszystko sam na gitarze, a przy tym używać fotorealistycznej postaci z generatora obrazów jako wizerunku scenicznego. Wtedy do etykiety się kwalifikuje.
Ten drugi przypadek warto zapamiętać, bo obala najczęstsze uproszczenie. Oznaczenie nie mówi, że za projektem nie stoi żaden człowiek. Mówi tylko, że twarz i nazwa zostały wygenerowane. Kto się pod nimi kryje, pozostaje pytaniem otwartym i etykieta na nie nie odpowiada.
To nie jest błąd konstrukcyjny, tylko świadomy wybór problemu do rozwiązania. Spotify nie próbuje ustalić, ile w utworze zostało z człowieka, bo na to pytanie dziś nikt nie umie odpowiedzieć w skali katalogu. Bierze się za coś węższego i sprawdzalnego wzrokiem: czy wizerunek, który widzisz, wygląda na wygenerowany.
Kto decyduje, że profil jest sztuczny
Mechanizm działa dwutorowo i to jest ciekawsze niż sama etykieta.
Pierwsza droga to samodzielne zgłoszenie. Artysta może sam wskazać, że jego profil reprezentuje AI Personę. Druga to przegląd po stronie serwisu, który samodzielnie identyfikuje takie profile.
Zapowiedziano też trzecią, jeszcze niedostępną: możliwość zgłaszania podejrzanych profili przez słuchaczy do zespołu weryfikacyjnego. Terminu nie podano, a przy tej akurat części warto zachować ostrożność w ocenie. Zgłaszanie przez społeczność bywa skuteczne i bywa narzędziem nagonki, a różnicę robi to, co dzieje się po zgłoszeniu.
Ciekawsze pytanie dotyczy pierwszej drogi. Po co artysta miałby zgłaszać się sam, skoro etykieta niczego mu nie ułatwia? Sensowna odpowiedź jest taka, że lepiej dostać oznaczenie na własnych warunkach niż po cudzym zgłoszeniu, zwłaszcza gdy wygenerowany wizerunek był od początku jawną częścią pomysłu na projekt. Firma nie opisuje jednak żadnej zachęty, więc na razie jest to raczej kwestia stylu niż interesu.
Dwie firmy, jeden tydzień, dwa przeciwne pomysły
Tego samego dnia, w którym Spotify ogłosił etykietę, Anthropic opisał własne rozwiązanie tego samego problemu i wyszło ono dokładnie na odwrót.
Anthropic znakuje wytwór, czyli tekst i pliki, robi to niewidocznie i automatycznie, a o tożsamości autora nie mówi nic. Spotify oznacza tożsamość, robi to widocznie i po decyzji człowieka, a o powstaniu utworu nie mówi nic. Jedna firma pilnuje produktu, druga pilnuje podpisu.
Obie zostawiają dokładnie tę samą dziurę, tylko z przeciwnych stron. Znak wodny nie powie ci, kto naprawdę napisał tekst, bo pojawi się też po zwykłej korekcie. Etykieta na profilu nie powie ci, ile w piosence zrobił model, bo dotyczy zdjęcia, a nie dźwięku. Wspólny wniosek jest taki, że automatyczne oznaczenia odpowiadają na pytania techniczne, a ludzie zadają pytania o uczciwość. To są różne pytania.
Różni je jeszcze jedno, mniej widoczne. Rozwiązanie Anthropic wymusiło prawo, a Spotify AI Persona to decyzja własna firmy, której nikt nie kazał podejmować. Regulacja produkuje oznaczenia dokładne i niewidoczne, bo ma udowodnić zgodność. Produkt produkuje oznaczenia widoczne i nieprecyzyjne, bo ma coś powiedzieć użytkownikowi. Trudno orzec, które podejście okaże się bardziej użyteczne, ale różnica w motywacji tłumaczy, dlaczego obie etykiety wyglądają tak, jak wyglądają.
Czego w tym komunikacie nie ma
Kilku rzeczy brakuje i warto je wypisać, zanim pojawią się w relacjach jako fakty.
Największa luka dotyczy przypadków mieszanych. Prawdziwa osoba może występować pod wygenerowanym wizerunkiem scenicznym, i to bez zamiaru wprowadzania kogokolwiek w błąd. Komunikat tego nie rozstrzyga. Brakuje też progów widowni, liczby profili objętych startem, terminu dla zgłoszeń od słuchaczy oraz odpowiedzi na pytanie o playlisty.
Osobno warto uważać na liczbę siedemdziesięciu pięciu milionów usuniętych utworów spamowych, która krąży przy tej okazji. Pochodzi ona ze starszego komunikatu firmy i nie jest częścią tej zapowiedzi.
Kiedy zobaczą to polscy słuchacze
Tu jest różnica warta odnotowania w tygodniu, w którym pisaliśmy głównie o przepisach. Etykieta to zmiana produktowa, a nie regulacyjna. Nie ma vacatio legis ani organu, który wyda wytyczne. Komunikat nie wspomina też o etapowaniu według krajów, choć wprost tego nie wyklucza, więc na dokładny moment w Polsce trzeba poczekać do wdrożenia.
Osobne pytanie dotyczy polskich wykonawców, którzy publikują na tej platformie. Dla nich zmiana jest głównie informacyjna, bo dotyczy wyłącznie profili z wygenerowanym wizerunkiem. Kto występuje pod własnym nazwiskiem i własnym zdjęciem, nie musi robić nic. Kto prowadzi projekt oparty na fotorealistycznej postaci z generatora, ma do rozważenia jedną decyzję: czy zgłosić się samemu, zanim zrobi to przegląd serwisu. Terminu na taką decyzję nikt nie wyznaczył.
Warto to zestawić z ustawą o systemach AI, która weszła w życie 11 sierpnia, a realne uprawnienia nadzorcze daje dopiero pod koniec października. Prawo działa wolniej niż wdrożenie w aplikacji i to nie jest zarzut wobec prawa, tylko opis dwóch różnych tempa. Dla użytkownika oznacza to prostą kolejność: zmiany w produktach zobaczysz wcześniej niż skutki przepisów, które te produkty mają regulować.
Pierwsza Misja AI · Kodożercy
Używasz AI codziennie – ale czy robisz to dobrze?
Kurs Pierwsza Misja AI pokaże Ci techniki promptowania, które naprawdę działają. Praktyczne ćwiczenia z prawdziwym GPT-4, gamifikacja i certyfikat.
Sprawdź program kursu →

Najczęstsze pytania
Poniższe dwa pytania biorą się z tego samego nieporozumienia, które produkuje większość nagłówków o tej zmianie.
Czy Spotify AI Persona oznacza, że utwór powstał w generatorze?
Nie. Producent zastrzega wprost, że etykieta dotyczy publicznej tożsamości artysty, a nie sposobu powstania muzyki. Oznaczony profil może wydawać nagrania zagrane przez ludzi, a profil bez oznaczenia może publikować materiał wygenerowany w całości. Jeżeli szukasz informacji o tym, jak powstał konkretny utwór, ta etykieta ci jej nie da i nie taki jest jej cel.
Czy oznaczone profile znikną ze Spotify?
Komunikat nic takiego nie zapowiada. Mowa jest o dodaniu widocznej etykiety, a nie o usuwaniu profili, ograniczaniu ich zasięgu czy zmianie zasad rozliczeń. Osobną sprawą jest walka serwisu ze spamem w katalogu, która toczy się od lat i ma własne narzędzia. Warto tych dwóch spraw nie mieszać, bo dotyczą różnych problemów.
Podsumowanie
Pytanie, na które ta etykieta odpowiada, brzmi inaczej, niż wszyscy zakładają. Nie chodzi o to, ile w muzyce zostało z człowieka, ani nawet o to, czy ktoś za nią stoi. Chodzi o to, czy twarz i nazwa na profilu są wygenerowane. Od połowy września takie profile kwalifikują się do widocznego oznaczenia, nadawanego po zgłoszeniu artysty albo po przeglądzie serwisu. Kilku rzeczy w komunikacie brakuje: progów widowni, terminu dla zgłoszeń od słuchaczy i odpowiedzi na pytanie o przypadki mieszane. Dla słuchacza praktyczna zmiana jest jedna i całkiem konkretna. Brak etykiety przestaje znaczyć, że po drugiej stronie ktoś jest, a jej obecność nadal nie mówi nic o tym, czego właśnie słuchasz.
Newsletter · DevstockAcademy & Kodożercy
Bądź na bieżąco ze światem IT, AI i automatyzacji
Co wtorek: newsy z branży, praktyczne tipy i narzędzia które warto znać. Zero spamu.




