Obie platformy stawiają na darmowym planie granicę pięciu użytkowników, ale w każdej z nich znaczy ona coś innego: w Bitbuckecie liczy członków jednej przestrzeni roboczej, a w GitLabie dotyczy prywatnych grup nadrzędnych na gitlab.com. Publiczne repozytoria Bitbucketa mogą mieć więcej współpracowników, a publiczne grupy nadrzędne GitLaba limitu nie mają. GitLab instalowany na własnym serwerze nie ma go w ogóle. Ta różnica decyduje o wyborze częściej niż cokolwiek z list funkcji.
Gdzie dokładnie kończy się darmowy plan w obu platformach
Zacznijmy od Bitbucketa. Na stronie cennika plan darmowy obejmuje do pięciu użytkowników jednej przestrzeni roboczej. Do tego dostajesz 50 minut na przebiegi automatyczne w miesiącu i 1 GB wspólnego miejsca na duże pliki dla całej przestrzeni. Szósty członek zespołu oznacza przejście na plan płatny, choć w repozytoriach publicznych współpracowników może być więcej.
W GitLabie limit działa inaczej i to właśnie bywa źle rozumiane. Dokumentacja GitLaba mówi, że pięć osób to granica dla grup nadrzędnych o widoczności prywatnej na gitlab.com. Grup publicznych limit nie obejmuje. Prywatna przestrzeń z większą liczbą osób przechodzi w stan tylko do odczytu. Miejsce na dane liczy się tu inaczej niż w Bitbuckecie: 10 GiB przypada na projekt i obejmuje łącznie repozytorium oraz duże pliki.
Trzecia możliwość jest najważniejsza dla małych firm. GitLab w wersji instalowanej na własnym serwerze nie ma w planie darmowym ograniczenia do pięciu użytkowników. Bitbucket też ma wariant instalowany u klienta, ale bez wersji bezpłatnej, o czym za chwilę.
Jeżeli szukasz szerszego kontekstu, od którego zwykle zaczyna się ta decyzja, opisaliśmy go w porównaniu GitLaba z GitHubem. Bitbucket jest trzecim graczem w tym samym zestawieniu i rządzi się innymi zasadami niż tamte dwie platformy.
Ile kosztują plany płatne
Bitbucket jest wyraźnie tańszy w przeliczeniu na osobę. Plan Standard kosztuje 3,65 dolara za użytkownika miesięcznie, a Premium 7,25 dolara. Dodatkowe zasoby dokupuje się paczkami: tysiąc minut przebiegów albo 100 GB miejsca za 10 dolarów miesięcznie.
GitLab gra w innej lidze cenowej. Na stronie cennika plan Premium to 29 dolarów za użytkownika miesięcznie przy płatności rocznej. Plan Ultimate nie ma już podanej ceny, tylko odsyła do kontaktu z działem sprzedaży.
Różnica jest więc ośmiokrotna i warto powiedzieć wprost, skąd się bierze. To nie są dwa produkty o tym samym zakresie z różnymi metkami. GitLab sprzedaje jedną platformę obejmującą repozytorium, przebiegi automatyczne, skanowanie bezpieczeństwa i zarządzanie pracą. Bitbucket sprzedaje repozytorium z przebiegami, a resztę dokłada się z innych produktów Atlassiana, płatnych osobno.
Roczny koszt dla pięcioosobowego zespołu, policzony na liczbach
Abstrakcyjne stawki niczego nie rozstrzygają, więc przeliczmy je na konkret. Weźmy pięć osób, bo przy tej liczbie kończą się oba plany darmowe.
Bitbucket Standard przy pięciu osobach to 18,25 dolara miesięcznie, czyli 219 dolarów rocznie. Wariant Premium daje 36,25 dolara miesięcznie i 435 dolarów rocznie. Do tego dochodzą paczki minut, jeżeli przydział z planu się skończy.
GitLab Premium przy pięciu osobach to 145 dolarów miesięcznie i 1740 dolarów rocznie. Różnica wobec Bitbucketa Standard wynosi ponad 1500 dolarów w skali roku.
Ta liczba wygląda jednoznacznie tylko wtedy, gdy porównujesz same repozytoria. Jeżeli firma dokłada do Bitbucketa Jirę i Confluence, rachunek zaczyna się zbliżać. Jeżeli dokłada jeszcze osobne narzędzie do skanowania bezpieczeństwa, potrafi się zrównać.
Wniosek praktyczny jest taki: policz wszystkie pozycje, które faktycznie opłacacie, a nie jedną. Porównanie ceny repozytorium z ceną platformy zawsze wypadnie tak samo i zawsze będzie mylące.
Kredyty na funkcje AI, czyli pozycja, której rok temu nie było
W planach GitLaba doszła nowa pozycja i warto ją zauważyć przy liczeniu budżetu. Premium zawiera 12 dolarów kredytów miesięcznie na osobę, przeznaczonych na funkcje sztucznej inteligencji. Ultimate zawiera 24 dolary. Na planie darmowym takich kredytów nie ma i trzeba je dokupić osobno.
GitLab opisuje to jako ofertę promocyjną na ograniczony czas, z warunkami, które mogą się zmienić. To jest dokładnie ten rodzaj pozycji, którą trzeba sprawdzić przed podpisaniem umowy rocznej, a nie po.
Minuty przebiegów automatycznych: 400 kontra 50
Tu różnica między darmowymi planami jest największa i najbardziej odczuwalna w praktyce. GitLab daje na planie darmowym 400 minut obliczeniowych miesięcznie. Bitbucket daje 50 minut przebiegów.
Osiem razy mniej brzmi dramatycznie, więc przełóżmy to na realną pracę. Przebieg, który instaluje zależności, uruchamia testy i buduje paczkę, trwa w małym projekcie kilka minut. To oszacowanie, a nie dana od producenta, bo czas zależy od projektu i konfiguracji. Przy 50 minutach wychodzi z tego kilkanaście uruchomień w miesiącu. Tyle wystarczy do nauki albo do projektu, w którym testy odpalasz raz na tydzień.
Przy 400 minutach ten sam przebieg zmieści się osiem razy częściej, czyli w rytmie zespołu wysyłającego zmiany codziennie. Dla dwóch osób pracujących regularnie to jest granica między narzędziem używanym a narzędziem wyłączonym po miesiącu.
Jest jeszcze jedna droga, o której warto pamiętać. Obie platformy pozwalają podpiąć własny komputer albo serwer jako maszynę wykonującą przebiegi. Wtedy limit minut z planu przestaje być problemem, bo płacisz prądem i swoim czasem zamiast abonamentem. Dla małej firmy z jednym niewykorzystanym serwerem to bywa najtańsze rozwiązanie.
Własny serwer: różnica, której nie da się obejść
To jest punkt, w którym obie platformy rozchodzą się najmocniej, i warto go znać przed decyzją.
GitLab od zawsze sprzedaje wersję instalowaną u siebie. Wariant darmowy tej wersji nie ma limitu pięciu osób. Mała firma może więc postawić GitLaba na własnym sprzęcie i pracować w dziesięć osób bez opłaty licencyjnej. Płaci za serwer, kopie zapasowe i czas administratora, ale nie za miejsca.
Atlassian poszedł w drugą stronę. Wsparcie dla Bitbucket Server, czyli wersji instalowanej przez mniejsze zespoły, zakończyło się 15 lutego 2024 roku. Została Bitbucket Data Center, rozwiązanie instalowane u klienta, ale kierowane do dużych organizacji i wyceniane indywidualnie po kontakcie z działem sprzedaży.
Różnica nie polega więc na tym, że jeden ma wersję na własny serwer, a drugi nie. Polega na tym, że tylko jeden ma taką wersję bezpłatną.
Dla małej polskiej firmy wniosek jest praktyczny. Jeżeli kod ma zostać na waszym sprzęcie z powodów umownych, regulacyjnych albo zwykłej ostrożności, wybieracie między darmowym GitLabem a wycenianym indywidualnie Bitbucket Data Center. Przy budżecie małej firmy zwykle kończy to dyskusję na korzyść GitLaba.
Frontend Master 2026 · Kodożercy
Pisz kod, nie tylko prompty
Frontend Master 2026 to pakiet sześciu kursów Kodożerców (HTML, CSS, JavaScript, Git) w polskim wideo z 12-miesięcznym dostępem. Fundamenty frontu od pierwszej linijki kodu do deploy.
Wchodzę w to →

Kiedy Bitbucket wygrywa mimo wszystko
Powyższe sekcje wypadają na korzyść GitLaba, więc trzeba uczciwie pokazać drugą stronę.
Bitbucket ma jedną przewagę i jest ona mocna. Należy do Atlassiana, więc siedzi w tym samym ekosystemie co Jira i Confluence. Po jednorazowym połączeniu przestrzeni roboczej z instancją Jiry zmiany w kodzie wiążą się z zadaniami bez dokładania zewnętrznej integracji.
To nie jest drobiazg. W zespole, w którym kierownik projektu żyje w Jirze, a programiści w repozytorium, ta integracja zdejmuje z obu stron codzienne przeklikiwanie między narzędziami. Osobne narzędzie zawsze będzie w tym miejscu słabsze, nawet jeśli ma więcej funkcji.
Druga przewaga to cena przy większym zespole bez potrzeb wykraczających poza repozytorium. Dwadzieścia osób na planie Standard Bitbucketa kosztuje w skali roku ułamek tego, co dwadzieścia miejsc w GitLab Premium. Jeżeli nie potrzebujesz skanowania bezpieczeństwa ani zarządzania pracą w tym samym narzędziu, płacisz za coś, czego nie użyjesz.
Trzecia to prostota. Bitbucket robi mniej i dzięki temu jest łatwiejszy do ogarnięcia dla kogoś, kto pierwszy raz zakłada repozytorium firmowe. GitLab bywa przytłaczający liczbą zakładek.
Warto dodać do tego czwarty argument, bardziej organizacyjny niż techniczny. Jeżeli firma płaci już Atlassianowi za inne produkty, dołożenie Bitbucketa to zwykle jedna pozycja więcej na istniejącej fakturze. Nie trzeba zakładać nowego konta, negocjować osobnej umowy ani przechodzić przez dział zakupów drugi raz. W małej firmie ma to znikome znaczenie i spokojnie można ten wątek pominąć. W większej organizacji bywa to jednak przesłanka, która rozstrzyga szybciej niż jakiekolwiek porównanie funkcji. Różnicę widać wtedy w tygodniach czekania na podpisy, a nie w samym cenniku.
I jeszcze jedno zastrzeżenie, żeby nie budować fałszywego obrazu. Bitbucket nie jest narzędziem gorszym, tylko węższym. Jeżeli zakres twoich potrzeb kończy się na repozytorium i przebiegach, węższe narzędzie zwykle wygrywa z szerszym.
Czego żadna z tych platform nie zrobi za ciebie
Porównania kończą się zwykle na funkcjach i cenie, a potem firma odkrywa trzy rzeczy, których w żadnej tabeli nie było.
Pierwsza to kopia zapasowa. Repozytorium w chmurze nie jest kopią zapasową, tylko miejscem, w którym trzymasz oryginał. Usunięta gałąź, pomyłkowo nadpisana historia albo zamknięte konto to zdarzenia, przed którymi dostawca cię nie chroni. Jeżeli kod jest majątkiem firmy, potrzebujesz kopii poza platformą i sprawdzonej procedury jej odtworzenia.
Druga to uprawnienia. Obie platformy pozwalają zablokować zmiany wysyłane wprost do gałęzi głównej i wymagać przeglądu zmian przed scaleniem. Obie robią to domyślnie na luźnych ustawieniach. Zabezpieczenie głównej gałęzi i obowiązkowy przegląd wyraźnie ograniczają ryzyko przypadkowego nadpisania wspólnej pracy, a ustawia się to raz. Działa to razem z rozsądnymi uprawnieniami i kopiami zapasowymi, nie zamiast nich.
Trzecia to koszt wyjścia. Historia Gita przenosi się wszędzie, bo taki jest ten system. Narzędzie importujące GitLaba potrafi przenieść także zgłoszenia, prośby o scalenie zmian i komentarze pod nimi. Nie przenosi się natomiast konfiguracja przebiegów, bo każda platforma ma własny format pliku. Poza zasięgiem importu zostają też uprawnienia, reguły zatwierdzania i część załączników. Im dłużej pracujecie w jednym narzędziu, tym więcej tego typu rzeczy narasta poza samym kodem.
Warto z tego wyciągnąć jeden praktyczny wniosek. Wybieraj tak, żeby decyzja dała się odkręcić w rozsądnym czasie, a nie tak, żeby była idealna. W przypadku repozytoriów oznacza to trzymanie logiki przebiegów w prostych, czytelnych krokach zamiast w rozbudowanych mechanizmach charakterystycznych dla jednej platformy.
Jak wybrać w swojej sytuacji
Odpowiedz sobie po kolei na cztery pytania, a decyzja zwykle zapada przy drugim.
Czy kod musi zostać na waszym sprzęcie? Jeżeli tak, porównujecie darmowego GitLaba z płatnym Bitbucket Data Center. Przy budżecie małej firmy kończy to zwykle dyskusję na korzyść GitLaba.
Czy firma pracuje na Jirze? Jeżeli tak i kod może leżeć w chmurze, Bitbucket jest naturalnym wyborem i przy tym tańszym.
Ile minut zajmują wasze przebiegi automatyczne? Policz to na obecnym projekcie, a nie z głowy. Darmowy Bitbucket daje 50 minut miesięcznie i dopiero rzeczywiste zużycie pokaże, czy potrzebujecie planu płatnego.
Czy potrzebujecie skanowania bezpieczeństwa i zarządzania pracą w jednym miejscu? Jeżeli tak, cena GitLab Premium przestaje być drogą i zaczyna być sumą kilku narzędzi w jednej pozycji.
Warto przy okazji sprawdzić dwie sąsiednie decyzje, bo zwykle zapadają razem. Gdzie będzie stał serwer, opisujemy w porównaniu AWS z Azure dla polskiej firmy. W czym zespół będzie pisał kod, rozstrzygamy w tekście o wyborze między VS Code a Cursorem.
Masz pomysł na aplikację? Najpierw go zobacz
Zanim zainwestujesz w pełny system, przygotujemy klikalny prototyp, który pokażesz zespołowi albo klientom. Potem budujemy aplikację webową, która rośnie razem z firmą.
Najczęstsze pytania
Czy da się przenieść repozytoria z Bitbucketa do GitLaba?
Tak i sama historia zmian przenosi się bez strat, bo to standardowy mechanizm Gita. GitLab ma narzędzie importujące z Bitbucketa, które bierze też zgłoszenia, prośby o scalenie zmian wraz z komentarzami, wiki i etykiety. Ręcznej roboty wymagają za to uprawnienia, reguły zatwierdzania, część załączników i pliki konfiguracyjne przebiegów.
Ile osób zmieści się na darmowym GitLabie?
Na gitlab.com pięć osób w prywatnej grupie nadrzędnej. Grupy publiczne tego limitu nie mają. W wersji instalowanej na własnym serwerze plan darmowy nie ma ograniczenia do pięciu osób, więc dla małej firmy to najtańsza droga do większego zespołu.
Czy Bitbucket Server jeszcze działa?
Wsparcie dla Bitbucket Server zakończyło się 15 lutego 2024 roku. Instalacje działają dalej, ale nie dostają poprawek, w tym poprawek bezpieczeństwa. Atlassian kieruje takich klientów do chmury albo do Bitbucket Data Center, którego cena nie jest publikowana.
Czy limit minut przebiegów da się obejść bez dopłaty?
Tak, obie platformy pozwalają podpiąć własną maszynę jako wykonawcę zadań. Może to być serwer w firmie, mały komputer w biurze albo maszyna wynajęta w chmurze. Przydział minut z planu przestaje wtedy ograniczać, bo przebiegi nie liczą się do limitu dostawcy. W zamian bierzesz na siebie utrzymanie tej maszyny, aktualizacje i bezpieczeństwo. Dla firmy, która ma wolny serwer i kogoś, kto się nim zajmuje, to zwykle najtańsza droga. Dla zespołu bez administratora bywa odwrotnie, bo czas poświęcony na awarie kosztuje więcej niż paczka minut.
Który z nich jest lepszy do nauki?
Do nauki pracy z Gitem oba wystarczą i nie ma to większego znaczenia. Różnica pojawia się przy przebiegach automatycznych, gdzie 400 minut GitLaba daje więcej miejsca na eksperymenty niż 50 minut Bitbucketa. Jeśli chcesz ćwiczyć wdrażanie kodu, zacznij od GitLaba.
Podsumowanie
Pięciu użytkowników na darmowym planie znaczy w tych dwóch platformach co innego i od tego zacznij. W Bitbuckecie to limit członków jednej przestrzeni roboczej, w GitLabie dotyczy prywatnych grup nadrzędnych na gitlab.com, a instalacja GitLaba na własnym serwerze nie ma go wcale. Drugą liczbą wartą zapamiętania są minuty przebiegów: 400 w darmowym GitLabie kontra 50 w Bitbuckecie. Przy identycznym przebiegu GitLab pozwala uruchomić go osiem razy częściej. W planach płatnych relacja się odwraca, bo Bitbucket Standard kosztuje 3,65 dolara za osobę, a GitLab Premium 29 dolarów. To nie jest jednak ta sama rzecz w dwóch cenach: GitLab sprzedaje platformę, Bitbucket repozytorium plus resztę ekosystemu Atlassiana osobno. Jeżeli pracujecie na Jirze, wybierz Bitbucket. Jeżeli kod ma zostać na waszym sprzęcie bez opłaty licencyjnej, zostaje GitLab.
Newsletter · DevstockAcademy & Kodożercy
Bądź na bieżąco ze światem IT, AI i automatyzacji
Co wtorek: newsy z branży, praktyczne tipy i narzędzia które warto znać. Zero spamu.



