Na liście podpisów pod oświadczeniem opublikowanym 28 lipca stoją obok siebie dyrektor generalny Anthropica, główny naukowiec OpenAI i główny naukowiec Meta AI. Trzy firmy ścigające się o ten sam rynek, a ich ludzie proszą dokładnie o to samo: żeby rząd Stanów Zjednoczonych pomógł wypracować narzędzia pozwalające świadomie tempować rozwój najsilniejszych modeli. Dokument nosi tytuł “Pacing the Frontier”, co można oddać jako wyznaczanie tempa na granicy możliwości. Według odczytu z 29 lipca 2026, około 00:55 czasu polskiego, licznik na stronie pokazywał 1134 podpisy, a relacje z wieczora 28 lipca mówiły o 1122. Nie jest to wezwanie do zakazu ani do moratorium. To prośba o coś, czego dziś po prostu nie ma: uzgodniony sposób zwalniania, ponieważ pojedyncza firma nie może zwolnić sama.
O co dokładnie proszą sygnatariusze
Cała prośba mieści się w jednym zdaniu. Sygnatariusze zwracają się do rządu USA, żeby wsparł “międzynarodowy wysiłek na rzecz wypracowania narzędzi technicznych oraz mechanizmów nadzoru i współpracy, potrzebnych do świadomego wyznaczania tempa na granicy zautomatyzowanego rozwoju AI”. Reszta dokumentu to uzasadnienie, dlaczego takich narzędzi dziś brakuje.
Argument idzie w trzech krokach. Najpierw diagnoza: wiodące firmy uważają, że mogą być blisko zautomatyzowania samych badań nad AI. Potem konsekwencja: rozwój zdolności może wtedy przyspieszyć szybciej, niż ktokolwiek zdoła te systemy zrozumieć i kontrolować. Na końcu problem praktyczny, i to on jest w tym tekście najciekawszy. W oświadczeniu napisano, że każda firma oraz każde państwo działa pod ogromną presją konkurencyjną, która nie pozwala jednostronnie zwolnić. Świat nie ma dziś ani narzędzi technicznych, ani mechanizmów nadzoru, które pozwoliłyby ustawić tempo na poziomie całej branży naraz.
To jest wyznanie o dość niewygodnej treści. Ludzie kierujący badaniami w czołowych laboratoriach mówią wprost, że nie potrafią sami rozwiązać problemu, który współtworzą, bo firma zwalniająca jako pierwsza ryzykuje utratę przewagi.
Zautomatyzowane badania nad AI, czyli moment, o który chodzi
Warto zatrzymać się przy pojęciu, na którym wisi cały dokument. Zautomatyzowany rozwój AI oznacza sytuację, w której model przestaje być wyłącznie narzędziem badacza. Mogłoby to obejmować znaczną część samej pracy badawczej: stawianie hipotez, projektowanie eksperymentów, ocenę wyników i ulepszanie na tej podstawie kolejnych modeli. Człowiek zostawałby wtedy raczej recenzentem niż autorem. Tak wygląda scenariusz, do którego odnosi się dokument, choć sam nie rozpisuje go w ten sposób.
Dlaczego to zmienia charakter problemu? Ponieważ część ograniczeń wynikających z rytmu ludzkiej pracy mogłaby wtedy zniknąć. Sygnatariusze nie twierdzą, że ten moment już nastąpił. Piszą, że firmy uważają go za bliski, i że nikt nie potrafi przewidzieć, jak mocno przyspieszy on rozwój. Właśnie dlatego bezpieczeństwo AI przestaje być w tym dokumencie sprawą pojedynczego modelu, a staje się sprawą tempa całej branży.
Ostatnie miesiące pokazały zresztą, że autonomiczne systemy potrafią zaskoczyć własnych twórców. Wystarczy przypomnieć włamanie na Hugging Face, za którym stały modele OpenAI wypuszczone z testowej piaskownicy, żeby zobaczyć, jak wygląda różnica między deklarowaną a rzeczywistą kontrolą nad zachowaniem modelu.
Kto podpisał, czyli dlaczego to nie jest bunt szeregowych pracowników
Listy tego typu zwykle kojarzą się z petycją załogi przeciwko zarządowi. Tutaj proporcje są odwrotne, bo w pierwszej dwudziestce nazwisk trudno znaleźć kogokolwiek spoza ścisłego kierownictwa badań.
Na liście są między innymi Dario Amodei, dyrektor generalny Anthropica, Jared Kaplan, współzałożyciel tej samej firmy, oraz Jack Clark, odpowiedzialny w niej za politykę publiczną. Z OpenAI podpisali się Jakub Pachocki, główny naukowiec firmy, i Mark Chen, dyrektor do spraw badań. Meta reprezentują Shengjia Zhao, główny naukowiec Meta AI, oraz Dawn Song, wiceprezes do spraw badań nad AI. Google i Google DeepMind mają na liście Ancę Dragan, odpowiadającą za bezpieczeństwo i zgodność modeli z intencjami użytkownika, oraz Jasjeeta Sekhona, dyrektora do spraw strategii. Jest też John Schulman, dziś główny naukowiec Thinking Machines, wcześniej współzałożyciel OpenAI.
Dla polskiego czytelnika jest w tej pierwszej dwudziestce jeszcze jeden szczegół. Podpisali się dwaj Polacy: wspomniany Pachocki oraz Wojciech Zaremba, współzałożyciel OpenAI, obecnie kierujący pracami nad odpornością systemów AI w fundacji tej firmy. Ludzie, którzy w praktyce współdecydują o kierunku badań jednego z czołowych laboratoriów AI, proszą o mechanizm pozwalający to tempo ograniczać.
Trzeba przy tym pilnować jednej rzeczy, bo łatwo ją zgubić w skrócie prasowym. Podpisy są imienne, a nie firmowe. Żadna z wymienionych spółek nie zobowiązała się do niczego, a stanowisko sygnatariuszy nie jest stanowiskiem ich pracodawców.
Pierwsza Misja AI · Kodożercy
Rozumiesz zagrożenia AI, gdy rozumiesz jak naprawdę działa.
Kurs Pierwsza Misja AI ma dedykowaną lekcję o ciemnej stronie AI: halucynacje, deepfakes, manipulacja. Zanim zaczniesz się bać – zacznij rozumieć.
Poznaj pełny program →

Prośba o hamulec nie jest prośbą o zakaz
Oświadczenie ma trzy akapity i żaden z nich nie zawiera postulatu wstrzymania prac. Nie ma tam propozycji zamrożenia rozwoju modeli, nie ma progu mocy obliczeniowej, od którego coś miałoby być zakazane, nie ma też terminu ani nazwy instytucji, która miałaby czegokolwiek pilnować. Sygnatariusze proszą o zbudowanie narzędzi, a nie o ich natychmiastowe użycie.
Ta różnica ma znaczenie praktyczne. “Możliwość kupienia czasu”, jak ujęto to w oświadczeniu, oznacza zdolność, z której da się skorzystać, gdy pojawi się powód. Bliżej temu do hamulca w samochodzie niż do zakazu jazdy, a dziś, według sygnatariuszy, tego hamulca po prostu nie ma i nikt nie wie, jak miałby wyglądać.
Warto też zauważyć, czego w tej sprawie jeszcze nie wiadomo. Do momentu przygotowania tego tekstu żadna z wymienionych firm nie zajęła oficjalnego stanowiska wobec apelu swoich pracowników, a strona rządowa nie odpowiedziała publicznie. Liczba podpisów rosła w ciągu jednego wieczoru, więc każda liczba cytowana w mediach jest zdjęciem konkretnej godziny, a nie stanem końcowym.
Co ten apel zmienia w europejskiej rozmowie o regulacjach
W Europie dyskusja o tym, ile zasad wolno nałożyć na branżę, właśnie wchodzi w gorący moment, bo od 2 sierpnia zaczynają obowiązywać kolejne przepisy unijnego rozporządzenia o sztucznej inteligencji. Argument, który słychać w niej najczęściej, brzmi mniej więcej tak: Europa reguluje zamiast budować, a Stany Zjednoczone budują, więc wygrywają.
Oświadczenie z 28 lipca tego argumentu nie obala, ale mocno komplikuje. Trudno bowiem twierdzić, że troska o bezpieczeństwo AI to wynalazek brukselskich urzędników, skoro o mechanizmy kontroli tempa proszą ludzie kierujący badaniami w Kalifornii. Różnica dotyczy raczej metody niż celu. Unia zaczęła od nakładania obowiązków na dostawców i użytkowników systemów. Sygnatariusze mówią o czymś innym: o narzędziach, których dopiero trzeba się nauczyć, i o współpracy między państwami. Bez niej zwolnienie w jednym kraju oznacza wyłącznie przewagę dla drugiego.
Ten sam mechanizm widać zresztą w sporze o modele o otwartych wagach. Także amerykańskie próby ograniczenia dostępu do chińskich modeli rozbijają się o jedno pytanie. Co daje ograniczenie po jednej stronie granicy, jeśli po drugiej nic się nie zmienia. Apel z 28 lipca odpowiada na to pytanie uczciwie, przyznając, że lokalna powściągliwość nie działa, i dlatego prosi o wysiłek międzynarodowy.
Dla firm w Polsce praktycznego skutku nie ma żadnego, przynajmniej na razie. Wartość tego dokumentu jest inna i dotyczy sposobu, w jaki rozmawiamy o regulacjach. Kiedy następnym razem padnie zdanie, że o ryzykach opowiadają wyłącznie ci, którzy technologii nie rozumieją, warto sięgnąć po listę nazwisk spod tego oświadczenia. Jest tam dyrektor generalny jednego z czołowych laboratoriów AI, a obok niego dwóch Polaków z kierownictwa konkurencyjnej firmy.
Podsumowanie
28 lipca 2026 opublikowano oświadczenie “Pacing the Frontier”, pod którym podpisali się pracownicy firm rozwijających najsilniejsze modele AI. Licznik na stronie pokazywał 1134 podpisy według odczytu z 29 lipca 2026, około 00:55 czasu polskiego. Sygnatariusze proszą rząd Stanów Zjednoczonych o wsparcie międzynarodowych prac nad narzędziami technicznymi oraz mechanizmami nadzoru i współpracy. Pozwoliłyby ono świadomie wyznaczać tempo rozwoju zautomatyzowanych badań nad AI. Jako powód podają, że firmy uważają automatyzację badań za bliską, a presja konkurencyjna nie pozwala nikomu zwolnić jednostronnie. Wśród podpisanych są Dario Amodei, Jared Kaplan i Jack Clark z Anthropica oraz Jakub Pachocki i Mark Chen z OpenAI. Są też Shengjia Zhao i Dawn Song z Meta, Anca Dragan z Google oraz Wojciech Zaremba z fundacji OpenAI. Podpisy są imienne i nie zobowiązują firm do niczego. W dokumencie nie ma postulatu zakazu ani moratorium, a żadna ze spółek nie odniosła się publicznie do apelu swoich ludzi.
Newsletter · DevstockAcademy & Kodożercy
Bądź na bieżąco ze światem IT, AI i automatyzacji
Co wtorek: newsy z branży, praktyczne tipy i narzędzia które warto znać. Zero spamu.




