Według danych pięciu operatorów sieci zrzeszonych w PTPiREE na koniec maja 2026 pracowało w Polsce ponad 1,655 miliona mikroinstalacji o mocy przekraczającej 14 gigawatów. Zdecydowana większość z nich należy do zwykłych gospodarstw domowych. Każda z tych instalacji ma swoje najbardziej newralgiczne urządzenie, i nie są nim panele na dachu. Jest nim skrzynka na ścianie garażu albo w kotłowni, która zamienia prąd stały na zmienny, a we współczesnych modelach ma też moduł łączności z serwerem producenta. 28 lipca amerykańska Federalna Komisja Łączności uznała tę kategorię sprzętu za na tyle wrażliwą, że zakazała importu nowych chińskich modeli. Razem z robotami humanoidalnymi.
Co dokładnie zakazała amerykańska komisja
Decyzję ogłosił przewodniczący komisji Brendan Carr, a środki weszły w życie z chwilą publikacji. Zakaz obejmuje dwie kategorie urządzeń pochodzących z Chin. Roboty humanoidalne i czworonożne oraz falowniki z łącznością sieciową, wykorzystywane w energetyce odnawialnej, magazynach energii i centrach danych. Podstawą są dwie decyzje dotyczące bezpieczeństwa narodowego, wydane przez międzyagencyjny zespół powołany przez Biały Dom.
Bardzo istotny jest zakres, bo to on odróżnia tę decyzję od paniki. Zakaz dotyczy modeli, które nie zostały jeszcze dopuszczone do obrotu w Stanach Zjednoczonych. Sprzęt już autoryzowany i pracujący u klientów nie został objęty zakazem wstecznie, choć komisja zastrzegła sobie prawo do cofania wcześniej wydanych zgód. Nikt zatem nikomu nic nie demontuje.
W komunikacie regulator napisał, że objęte urządzenia “mogłyby tworzyć podatności w łańcuchu dostaw, które zakłóciłyby amerykańskie bezpieczeństwo gospodarcze i narodowe, oraz ryzyko cyberbezpieczeństwa zagrażające amerykańskiej infrastrukturze krytycznej”. Warto zwrócić uwagę na tryb przypuszczający. To jest ocena ryzyka, a nie ogłoszenie wykrytego incydentu. Nie ma w niej twierdzenia, że w konkretnym urządzeniu konkretnego producenta znaleziono ukrytą furtkę.
Dlaczego akurat falowniki, a nie panele
Panel słoneczny to element pasywny, którym nie da się zdalnie sterować, bo nie ma czym. Falownik do fotowoltaiki jest czymś zupełnie innym. To komputer z własnym oprogramowaniem, sterujący przepływem energii między instalacją, domem i siecią energetyczną. Ma przy tym moduł łączności, dzięki któremu właściciel ogląda w telefonie wykresy produkcji, a serwis producenta wgrywa aktualizacje.
Ta sama łączność, która daje wygodę, tworzy problem, na który wskazał regulator. W jego ocenie zdalne połączenie pozwala zagranicznej firmie wyłączyć urządzenia albo zbierać i wyprowadzać dane, a ryzyko rośnie wraz z liczbą takich urządzeń pracujących w jednej sieci energetycznej. Pojedynczy falownik nie jest infrastrukturą krytyczną. Skoordynowana kontrola nad odpowiednio dużą flotą takich urządzeń mogłaby już wpływać na pracę sieci, i dokładnie na tym polega różnica.
Jako punkt odniesienia komisja przywołała kampanię Volt Typhoon z 2023 roku. Grupa powiązana z chińskim rządem przejmowała wtedy prywatne routery, żeby ukryć w ich ruchu ataki na amerykańską infrastrukturę krytyczną. Logika jest ta sama: urządzenie samo w sobie mało kogo interesuje, liczy się to, że stoi ich wszędzie mnóstwo i mają stały dostęp do sieci. Podobnie wygląda zresztą argumentacja przy innych elementach infrastruktury, o czym pisaliśmy przy okazji udokumentowanych zakłóceń sygnału GPS nad Polską.
Roboty w tym samym pakiecie
Druga część decyzji dotyczy maszyn, które w polskich domach jeszcze nie stoją, ale na amerykańskich uczelniach i w jednostkach badawczych już tak. Zakaz obejmuje nowe chińskie roboty humanoidalne i czworonożne, czyli te chodzące na dwóch i czterech nogach.
Największym przegranym jest tu Unitree. Chiński producent ma według Counterpoint Research, cytowanego przez Reutersa, blisko 20 procent globalnego rynku robotów humanoidalnych, a niedawno trafił na pentagońską listę przedsiębiorstw powiązanych z chińską armią. Uzasadnienie jest identyczne jak przy falownikach. Sprowadza się do tego, że robot to zestaw kamer, mikrofonów i modułów radiowych, który porusza się o własnych siłach. Amerykański regulator ma nad nim jurysdykcję właśnie dlatego, że każde takie urządzenie zawiera moduły radiowe.
Kłopotliwym wątkiem tej historii jest Nvidia, której współpraca z Unitree obejmuje integrację robota z układami Blackwell i mechanizmami bezpieczeństwa amerykańskiej firmy. Firma sprzedająca układy do centrów danych w Stanach Zjednoczonych jest jednocześnie partnerem producenta, którego sprzęt ten sam rząd właśnie zablokował. Rozjazd między amerykańską polityką bezpieczeństwa a interesami amerykańskich firm nie jest w tej branży niczym nowym, ale rzadko widać go tak wyraźnie.
Pierwsza Misja AI · Kodożercy
Pierwszy raz z AI? Zaczynasz od zera.
Pierwsza Misja AI to kurs dla osób bez technicznego backgroundu. Zero kodu, zero żargonu. Dowiesz się jak działa AI, jak promptować i jak korzystać z niej w pracy.
Wejdź na pokład →

Czy falownik do fotowoltaiki wysyła dane do producenta
Jeśli w telefonie działa aplikacja pokazująca dzisiejszą produkcję energii, to tak, i nie jest to ani sekret, ani awaria. Ta aplikacja działa dlatego, że urządzenie regularnie raportuje swoje dane do chmury producenta, najczęściej przez domowe Wi-Fi albo wbudowany modem komórkowy. Zdalna aktualizacja oprogramowania działa z tego samego powodu. Ile dokładnie polskich falowników utrzymuje takie połączenie, tego nie wiadomo, bo nikt tego nie policzył. Wiadomo tyle, że współczesne modele mają moduł komunikacyjny, a łączność uruchamia się wtedy, gdy skonfiguruje ją właściciel albo instalator.
Pytanie brzmi więc nie “czy wysyła”, tylko “co wysyła, dokąd i kto może przez ten kanał wydać urządzeniu polecenie”. Producenci chińscy nie są tu wyjątkiem, bo podobne funkcje zdalnego monitoringu i aktualizacji mają też urządzenia spoza Chin. Regulator amerykański nie zakwestionował samej architektury, tylko to, kto siedzi po drugiej stronie tego połączenia i jakiemu państwu podlega.
Trzeba przy tym uczciwie powiedzieć, czego w tej decyzji nie ma. Nie ma dowodu na ukrytą furtkę w konkretnym modelu falownika. Część zagranicznych serwisów pisała o “potwierdzonych backdoorach”, ale takiego twierdzenia nie ma ani w komunikacie komisji, ani w relacji Reutersa, więc go tu nie powtarzamy. Osobną sprawą są doniesienia Reutersa z maja 2025. Według których w niektórych chińskich inwerterach na rynku amerykańskim znaleziono nieudokumentowane moduły komunikacyjne. Agencja oparła je na anonimowych źródłach, nie podała producentów ani liczby urządzeń, a amerykański rząd publicznie ich nie potwierdził. Nie wiadomo też, czy stanowiły formalną podstawę tegorocznej decyzji.
Co z tego wynika w Polsce
Formalnie nic. Decyzja amerykańskiej komisji obowiązuje w Stanach Zjednoczonych, nie dotyczy urządzeń zamontowanych w Europie i nie nakłada na nikogo w Polsce żadnych obowiązków. Nikt nie musi wymieniać falownika, zgłaszać go ani odłączać od internetu.
Praktycznie sprawa wygląda ciekawiej, bo Europa idzie w tę samą stronę, tylko wężej. Czesi ostrzegali przed chińskimi falownikami już w 2023 roku. W maju 2026 Komisja Europejska ograniczyła finansowanie ze środków unijnych dla projektów korzystających z falowników od dostawców z państw wysokiego ryzyka. To jest realna decyzja, tyle że dotyczy pieniędzy publicznych, a nie sprzedaży ani importu. Generalnego zakazu obrotu Unia nie wprowadziła, Polska także nie, a szersze ograniczenia rynkowe pozostają na etapie planów i debaty. Amerykanie jako pierwsi sięgnęli po zakaz importu, i to jest realna nowość z 28 lipca.
Drugi wniosek dotyczy tego, jak w ogóle patrzymy na energetykę rozproszoną. Dopóki mówiliśmy o kilkudziesięciu tysiącach instalacji, falownik był sprzętem gospodarstwa domowego. Przy ponad 1,65 miliona mikroinstalacji mówimy o rozproszonej po całym kraju warstwie urządzeń sterujących, z których część komunikuje się z zewnętrznymi serwerami. Polska buduje przy tym ambicje w zupełnie innym obszarze infrastruktury. Pisaliśmy o tym przy okazji pozycji naszego regionu na mapie centrów danych. Energetyka rozproszona jest częścią tej samej układanki.
Dla właściciela instalacji sensowna reakcja jest zresztą nudna i niezależna od geopolityki. Warto wiedzieć, czy falownik ma dostęp do internetu i po co, trzymać jego oprogramowanie w wersji aktualnej, a urządzenie w wydzielonej sieci Wi-Fi, oddzielonej od komputerów i telefonów domowników. Te trzy rzeczy mają sens niezależnie od tego, kto wyprodukował skrzynkę na ścianie.
Podsumowanie
28 lipca 2026 amerykańska Federalna Komisja Łączności, kierowana przez Brendana Carra, zakazała importu nowych chińskich robotów humanoidalnych i czworonożnych. Zakaz objął też falowniki z łącznością sieciową, używane w energetyce odnawialnej, magazynach energii i centrach danych. Zakaz obejmuje modele jeszcze niedopuszczone do obrotu. Nie działa wstecz wobec sprzętu już pracującego u klientów, a komisja zachowała prawo do cofania wcześniejszych autoryzacji. Regulator uzasadnił decyzję ryzykiem dla łańcucha dostaw i możliwością zdalnego wyłączania urządzeń lub wyprowadzania danych, powołując się na kampanię Volt Typhoon z 2023 roku.
Wśród producentów wymienianych w tym kontekście są Unitree, mający blisko 20 procent globalnego rynku robotów humanoidalnych, oraz Sungrow i Huawei po stronie falowników. W komunikacie nie ma dowodu na ukrytą furtkę w konkretnym urządzeniu, a sama decyzja nie obowiązuje w Polsce. Według danych PTPiREE działało u nas na koniec maja 2026 ponad 1,655 miliona mikroinstalacji o mocy przekraczającej 14 gigawatów. Unia Europejska ograniczyła w maju 2026 unijne finansowanie projektów korzystających z falowników od dostawców wysokiego ryzyka, ale generalnego zakazu obrotu nie wprowadziła.
Newsletter · DevstockAcademy & Kodożercy
Bądź na bieżąco ze światem IT, AI i automatyzacji
Co wtorek: newsy z branży, praktyczne tipy i narzędzia które warto znać. Zero spamu.




