Na trzydziestej siódmej stronie pozwu złożonego 4 września w Nowym Jorku stoi żądanie, przy którym reszta dokumentu wygląda na rutynę. Powodowie chcą, żeby sąd nakazał zniszczenie wszystkich kopii ich tekstów, wszystkich zbiorów treningowych i wszystkich dużych modeli językowych, które te teksty zawierają. Nie mówimy o skasowaniu plików z serwera, tylko o samych modelach. To na nich stoją ChatGPT i Copilot. Powodami są dwa amerykańskie dzienniki, The Seattle Times i Newsday, a pozwanych jest dziesięciu: dziewięć spółek z grupy OpenAI oraz Microsoft.
Czego dokładnie żąda pozew i na jakim przepisie to stoi
Petitum pozwu ma siedem punktów i większość z nich jest przewidywalna. Odszkodowanie, zakaz dalszych naruszeń, zwrot kosztów. Punkt czwarty brzmi inaczej.
Powodowie wnoszą w nim o zajęcie albo zniszczenie na podstawie paragrafu 503 amerykańskiej ustawy o prawie autorskim. Zniszczeniu miałyby podlegać wszystkie kopie ich utworów oraz wszystkie modele językowe i zbiory treningowe zawierające te utwory lub pochodne od nich. Warunek jest jeden: mają być w posiadaniu, pieczy albo pod kontrolą pozwanych.
Sformułowanie “w posiadaniu, pieczy albo pod kontrolą” jest tu ważniejsze, niż wygląda. Powodowie zakreślili żądanie szeroko, tak by objęło nie tylko to, co pozwani trzymają u siebie. Czy sięgnie ono modeli udostępnianych przez partnerów, musiałby dopiero ocenić sąd.
Skąd w prawie autorskim wziął się przepis o niszczeniu
Paragraf 503 nie powstał z myślą o sztucznej inteligencji. Jego obecne brzmienie pochodzi z ustawy z 1976 roku, ale sam mechanizm niszczenia egzemplarzy naruszających prawa autorskie istniał w prawie amerykańskim już wcześniej. Ustęp drugi pozwala sądowi nakazać w wyroku końcowym zniszczenie kopii naruszających prawo albo inne rozsądne rozporządzenie nimi. Obok kopii przepis wymienia rzeczy, których dziś prawie się nie widuje: płyty drukarskie, formy, matryce, mastery, taśmy i negatywy filmowe.
Lista kończy się jednak zwrotem otwartym: “lub inne przedmioty, za pomocą których takie kopie mogą być zwielokrotniane”. Pozew nie rozwija tej kwalifikacji, ale samo żądanie sugeruje, że powodowie chcą zmieścić w tym zwrocie wagi modeli. Rozumowanie byłoby proste: skoro model potrafi odtworzyć fragmenty artykułu, to jest urządzeniem do zwielokrotniania w rozumieniu przepisu, tak samo jak matryca drukarska pięćdziesiąt lat temu. Czy sąd przyjmie tę kwalifikację, to dopiero się okaże.
Dwie rzeczy warto od razu zaznaczyć, bo w nagłówkach giną. Przepis mówi, że sąd “może” nakazać zniszczenie, a nie że musi. Sprawa jest zaś na etapie złożenia pozwu, więc żaden sąd nie zbadał jeszcze ani jednego z tych twierdzeń.
Ten sam zwrot tłumaczy, dlaczego prawa autorskie AI są dziś sporem o interpretację starych przepisów, a nie o nowe. Amerykański Kongres nie uchwalił dla modeli osobnej ustawy. Wydawcy sięgają więc po narzędzia, które istnieją, i próbują je rozciągnąć na obiekt, o jakim ustawodawca z 1976 roku nie mógł pomyśleć. Podobnie działa druga strona, powołując się na dozwolony użytek pomyślany dla cytatu, parodii i badań naukowych.
Kto kogo pozwał i o co jeszcze
Pozew wpłynął do Sądu Okręgowego dla Południowego Dystryktu Nowego Jorku pod sygnaturą 1:26-cv-07644. Reprezentuje powodów kancelaria Klaris Law, która zażądała rozpoznania sprawy przez ławę przysięgłych.
Obecność Microsoftu na liście pozwanych wydawcy uzasadniają pieniędzmi i dostępem. Przypominają, że firma zadeklarowała inwestycję rzędu 13 mld dolarów w OpenAI, z czego do końca września 2025 roku wpłaciła co najmniej 11,6 mld. Po porozumieniu z października 2025 jej udział wyceniono na około 135 mld dolarów, czyli mniej więcej 27 procent. Do tego dochodzi bezpośredni dostęp do modeli, które napędzają Copilota i funkcje sztucznej inteligencji w Bingu. Te liczby pochodzą z pozwu i powtarzają komunikaty samych spółek, więc sąd niczego tu nie ustalał.
Roszczeń jest siedem i tylko pierwsze dotyczy naruszenia praw autorskich wprost. Drugie opiera się na odpowiedzialności zastępczej. Powodowie twierdzą, że pozwani czerpali bezpośrednią korzyść finansową z naruszeń i mieli prawo oraz możliwość nadzorowania tego, kto je popełniał. Tą drogą próbują dosięgnąć także Microsoftu.
Cztery roszczenia poza samym prawem autorskim
Trzecie i czwarte roszczenie opierają się na amerykańskiej ustawie o prawie autorskim w erze cyfrowej. Dotyczą usuwania z utworów informacji o prawach, czyli nazwiska autora, tytułu i noty o prawach autorskich, oraz dalszego rozpowszechniania tak oczyszczonych treści. To zarzut techniczny i bardzo konkretny. Wydawcy twierdzą w nim, że obie firmy wymieniały się między sobą kopiami ich tekstów pozbawionymi tych oznaczeń.
Trzy ostatnie roszczenia są w tej sprawie najbardziej nietypowe i najmniej opisane. Wszystkie dotyczą rozmycia znaku towarowego: jedno na gruncie prawa federalnego, dwa na podstawie prawa stanów Waszyngton i Nowy Jork. Zdaniem powodów produkty pozwanych halucynują treści, które przypisują ich redakcjom, albo przypisują ich teksty komuś innemu. Marka gazety zaczyna się w ten sposób kojarzyć z materiałem, którego redakcja nie napisała i nie zaakceptowałaby do druku.
To jest wątek, który powinien zainteresować każdą firmę z rozpoznawalną marką, nie tylko wydawców. Halucynacja z podpisem cudzej marki nie jest tylko błędem modelu. Może być zdarzeniem z zakresu prawa znaków towarowych.
Pierwsza Misja AI · Kodożercy
AI zmienia rynek pracy. Zacznij rozumieć o co chodzi.
Kurs Pierwsza Misja AI to najkrótszy kurs, po którym naprawdę rozumiesz AI, a na koniec możesz to pokazać certyfikatem. Fabuła w konwencji science fiction i gamifikacja sprawiają, że nie nudzisz się ani minuty.
Dołącz do kursantów →
Jak brzmi ten pozew, kiedy się go czyta
Dokumenty sądowe rzadko bywają cytowalne, a ten jest napisany pod cytat. Wydawcy piszą, że w ciemnej przyszłości dziennikarstwa budowanej przez wielkie firmy generatywne obieg gospodarczy prasy może zostać zerwany nieodwracalnie.
Zaraz potem idzie zdanie o samych produktach. Reklamuje się je jako wytwórców treści, a w rzeczywistości są ich żarłocznymi konsumentami. Pochłaniają teksty pisane przez ludzi i oddają światu kopie oraz pochodne imitacje tego samego materiału. Całość zamyka porównanie do węża zjadającego własny ogon.
Za tą retoryką stoi konkretny zarzut techniczny. Pozew twierdzi, że pozwani od lat pozyskiwali treści, skanując strony powodów automatami i omijając mury płatne. Newsday ma pełny mur płatny od sierpnia 2022 roku, a Seattle Times daje dziś jedną darmową odsłonę przed żądaniem zapłaty. Według serwisu TechCrunch, powołującego się na GeekWire, rzecznik Microsoftu powiedział, że firma jest zaskoczona pozwem, ale chętnie usiądzie do rozmowy o rozwiązaniu takiego sporu. Stanowiska OpenAI w tej sprawie nie znamy.
To nie pierwsze żądanie skasowania modelu
Żądanie zniszczenia modelu wygląda na figurę retoryczną tylko do momentu, w którym zestawi się je z resztą tego roku. Tydzień wcześniej Sony Music Publishing i Warner Chappell pozwały Anthropic, wpisując do pozwu obu założycieli firmy. Wcześniej Anthropic zapłaciło 1,5 mld dolarów ugody w sprawie pirackich książek.
Poza prawem autorskim ten sam pomysł działa od lat w prawie ochrony konsumentów. Amerykańska Federalna Komisja Handlu kilkakrotnie nakazywała firmom usunięcie nie tylko bezprawnie zebranych danych, ale też modeli i algorytmów na nich zbudowanych. Głośne przykłady to sprawy Cambridge Analytica, Everalbum i WW wraz ze spółką Kurbo.
Różnica polega na skali. Tamte modele były pojedynczymi narzędziami jednej firmy. Tu żądanie dotyczy modeli, z których korzystają setki milionów ludzi. Wytrenowanie ich od nowa bez spornych tekstów byłoby kosztowne i czasochłonne. Ile dokładnie, nie wie dziś nikt poza firmą. To właśnie czyni z paragrafu 503 kartę przetargową, a nie tylko podstawę wyroku.
Najczęstsze pytania
Czy sąd naprawdę może kazać skasować ChatGPT?
Paragraf 503 pozwala sądowi nakazać zniszczenie albo inne rozsądne rozporządzenie wskazanymi przedmiotami. Kluczowe jest słowo “pozwala”: decyzja należy do sądu, a nie do powodów. Na tym etapie nie da się przesądzić, czy sąd w ogóle uzna ten przepis za właściwą podstawę wobec dużego modelu ogólnego przeznaczenia, ani po jaki środek sięgnie. Warto przy tym pamiętać, że najgłośniejszy dotąd spór o dane treningowe, sprawa Anthropic z autorami książek, zakończył się ugodą, a nie wyrokiem.
Co ta sprawa zmienia dla polskiej firmy używającej ChatGPT?
Bezpośrednio nic, bo to spór amerykański i dotyczy odpowiedzialności dostawcy, nie użytkownika. Pośrednio jest to jednak sprawa o ciągłość narzędzia, z którego korzystasz, i o to, ile będzie kosztować. Każdy taki pozew podnosi prawdopodobieństwo, że dostawcy zaczną płacić wydawcom za dane treningowe, a koszt licencji trafi do cennika. Wątek halucynacji z cudzą marką ma z kolei znaczenie dla każdego, kto publikuje treści generowane maszynowo.
Podsumowanie
Wydawcy chcą pieniędzy i zniszczenia modeli razem ze zbiorami treningowymi, a opierają to żądanie na przepisie z 1976 roku, napisanym dla matryc drukarskich i negatywów filmowych. Tak właśnie wygląda dziś większość sporów o prawa autorskie AI: nowa technologia w starych kategoriach. Zwrot “inne przedmioty, za pomocą których takie kopie mogą być zwielokrotniane” ma teraz objąć wagi sieci neuronowej. Sąd nie rozstrzygnął niczego, bo pozew wpłynął przed dwoma dniami, a wszystko, co w nim napisano, jest twierdzeniem jednej strony. Obok tego biegnie wątek mniej opisany i szerzej istotny. Gazety zarzucają produktom pozwanych, że przypisują im treści, których nie napisały, i wywodzą z tego roszczenie o rozmycie znaku towarowego. Tu polskie firmy mają się nad czym zastanowić, bo treść błędnie przypisana cudzej marce przestaje być wyłącznie usterką modelu. Pozew jest publicznie dostępny, podobnie jak tekst paragrafu 503.
Newsletter · DevstockAcademy & Kodożercy
Bądź na bieżąco ze światem IT, AI i automatyzacji
Co wtorek: newsy z branży, praktyczne tipy i narzędzia które warto znać. Zero spamu.



