Na sali Parlamentu Europejskiego więcej rąk uniosło się przeciw ustawie niż za nią, a ustawa i tak przetrwała. 9 lipca 2026 europosłowie próbowali pogrzebać Chat Control, czyli unijny pomysł na masowe skanowanie prywatnych wiadomości, i mieli po swojej stronie przewagę głosów. Zabrakło jednak czegoś więcej niż zwykłej większości. Żeby odrzucić stanowisko Rady, trzeba było bezwzględnej większości całej izby, a tej nie udało się zebrać. Skutek jest taki, że mechanizm pozwalający platformom prześwietlać nasze rozmowy wraca tylnymi drzwiami, mimo że w samym głosowaniu przeważył sprzeciw wobec niego.
Co właściwie przegłosowano 9 lipca
Zacznijmy od rozplątania nazwy, bo pod tym jednym hasłem kryją się dwie różne ustawy. To głosowanie nie dotyczyło wielkiej, stałej regulacji, a jedynie jej tymczasowej poprzedniczki. Chodzi o przepis, który pozwala komunikatorom takim jak WhatsApp czy Messenger z własnej woli przeszukiwać wiadomości pod kątem materiałów przedstawiających krzywdzenie dzieci. Działał od 2021 roku, wygasł 3 kwietnia 2026, a pod koniec czerwca Rada Unii Europejskiej postanowiła go wskrzesić i utrzymać aż do 2028.
I tu robi się naprawdę ciekawie. Zamiast poprowadzić projekt zwykłą ścieżką, jego zwolennicy przepisali wygasłe reguły do zupełnie nowej ustawy. Taki manewr pozwala ominąć zarówno inicjatywę Komisji Europejskiej, jak i konsultacje z unijnym inspektorem ochrony danych. Ma też drugie dno. Żeby projekt zatrzymać, przeciwnicy musieli zebrać nie zwykłą, lecz bezwzględną większość całej izby. Właśnie dlatego przegrali mimo liczebnej przewagi, a projekt przeszedł dzięki proceduralnemu manewrowi, który cały ciężar przerzucił na jego przeciwników.
Dlaczego “dobrowolne” skanowanie budzi taki opór
Słowo “dobrowolne” brzmi niewinnie, ale dotyczy firm, nie użytkowników. To platforma decyduje, że prześwietla wiadomości, a użytkownik nie jest o to pytany. W praktyce oznacza to, że automat skanuje prywatną korespondencję milionów ludzi, żeby wychwycić materiały o krzywdzeniu dzieci. Samego celu nikt nie podważa, bo ochrona dzieci jest bezdyskusyjna. Spór idzie o metodę, czyli o to, czy wolno traktować wszystkich jak podejrzanych, żeby dopaść nielicznych winnych.
Do tego dochodzi problem pomyłek. Żaden filtr nie jest idealny, więc przy skali całego kontynentu fałszywe trafienia są nieuniknione, a błędnie oznaczona osoba trafia do zgłoszenia, zanim ktokolwiek przyjrzy się sprawie. Krytycy przypominają, że zwykłe zdjęcie własnego dziecka potrafi zostać uznane za materiał podejrzany, a raz uruchomiona maszyneria rzadko się cofa. Dlatego eksperci od prywatności ostrzegają, że taki mechanizm bywa nie tarczą dla dzieci, lecz zalążkiem stałego nadzoru nad komunikacją.
Punkt zapalny: szyfrowanie
Najostrzejsza część sporu zaczyna się przy szyfrowaniu end-to-end, czyli takim, w którym wiadomość odczyta wyłącznie nadawca i odbiorca. Tymczasowe przepisy tego nie ruszają, bo dostawca i tak nie zajrzy do zaszyfrowanej rozmowy. Prawdziwe pole minowe to jej stała następczyni, wciąż negocjowana w Brukseli. Pojawia się w niej pomysł skanowania po stronie klienta, czyli prześwietlania treści na twoim telefonie, zanim jeszcze zostanie zaszyfrowana i wysłana. To trochę tak, jakby listonosz czytał list w twoim mieszkaniu, zanim włożysz go do koperty. Technicznie da się to zrobić, tylko skutek jest prosty. Obietnica pełnego szyfrowania w dużej mierze traci wtedy sens, a każde zaplanowane osłabienie szyfrów wraca do nas jak bumerang, o czym pisaliśmy przy kryptografii postkwantowej i zbieraniu zaszyfrowanych danych na zapas.
Polska jest na “nie”, ale to jej nie chroni
Polski rząd konsekwentnie sprzeciwia się Chat Control i należy do jego wyraźnych krytyków w Unii. Problem w tym, że pojedyncze państwo niewiele tu zdziała. Jeśli regulacja wejdzie na poziomie unijnym, obejmie także Polaków, niezależnie od stanowiska Warszawy. Co więcej, w samym głosowaniu nad przyspieszonym trybem część europosłów z polskich list zagłosowała za, więc podział nie biegnie tak prosto, jak mogłoby się wydawać.
Dla zwykłego użytkownika sprawa jest bardzo namacalna. Chodzi o to, czy rozmowa z lekarzem, prawnikiem albo najbliższymi zostaje między wami, czy przechodzi przez automat szukający zakazanych treści. Dotyka to też firm, które przez komunikatory wymieniają się poufnymi dokumentami. Wszystko to wpisuje się w szerszy spór o to, jak Europa próbuje ułożyć sobie relacje z Big Techem i własną suwerennością cyfrową. Tyle że tym razem po drugiej stronie wagi nie leży wygoda, lecz prywatność każdego z nas.
Pierwsza Misja AI · Kodożercy
Rozumiesz zagrożenia AI, gdy rozumiesz, jak naprawdę działa
Kurs Pierwsza Misja AI ma dedykowaną lekcję o ciemnej stronie AI: halucynacje, deepfakes, manipulacja. Zanim zaczniesz się bać – zacznij rozumieć.
Poznaj pełny program →

Co się teraz stanie
Sprawa nie jest zamknięta, tylko przesunięta o krok dalej. Poprawione stanowisko Parlamentu trafia teraz do Rady Unii Europejskiej, która ma około trzech miesięcy, żeby je przyjąć albo odrzucić. Jeśli obie instytucje się nie dogadają, spór trafi do komitetu pojednawczego. Równolegle w tle wciąż toczy się gra o tę ważniejszą, stałą regulację, bo to ona przesądzi, czy skanowanie stanie się obowiązkowe i czy sięgnie po zaszyfrowane rozmowy. Innymi słowy, 9 lipca rozstrzygnął mniejszą bitwę, a nie całą wojnę.
Podsumowanie
Chat Control wraca nie dlatego, że Europa go pokochała, tylko dlatego, że zabrakło głosów, by go zablokować, a procedurę ustawiono tak, że sam sprzeciw większości nie wystarczył. Na dziś oznacza to powrót dobrowolnego skanowania wiadomości przez platformy, z wyłączeniem rozmów w pełni zaszyfrowanych. Prawdziwa stawka jest jednak większa i dopiero się rozstrzyga. Jeśli stała regulacja wprowadzi obowiązkowe prześwietlanie treści, w tym skanowanie na urządzeniu przed zaszyfrowaniem, prywatna komunikacja w Unii zmieni się mocno i na długo. Dla nas, użytkowników i firm nad Wisłą, to sygnał, żeby przestać traktować pełne szyfrowanie jak coś danego raz na zawsze. Najwięcej rozstrzygnie się nie na jednym głosowaniu, lecz w dalszych pracach Rady i w negocjacjach nad stałą regulacją, i właśnie dlatego tej sprawy nie warto spuszczać z oka.
Newsletter · DevstockAcademy & Kodożercy
Bądź na bieżąco ze światem IT, AI i automatyzacji
Co wtorek: newsy z branży, praktyczne tipy i narzędzia które warto znać. Zero spamu.



