Brzmi jak clickbait? A jednak, ten scenariusz wcale nie jest wykluczony. Google znalazło się w ogniu największego od lat procesu antymonopolowego w USA. Sędzia rozważa środki zaradcze, a jednym z nich może być wymuszenie sprzedaży przeglądarki Chrome. Na horyzoncie już pojawili się chętni – i to nie byle kto, bo gracze z branży AI. Stawką są miliardy dolarów, wpływy reklamowe, dane 3,5 miliarda użytkowników i przyszłość internetu, jaki znamy.
Czy to tylko medialna gra pozorów? A może początek końca dominacji Google?
🟧 Comet od Perplexity – czy to przyszłość przeglądania internetu?
Czy Google sprzeda Chrome? Tak, jeśli sąd uzna, że to „narzędzie monopolu”
Cała sprawa ma swój początek w 2020 roku, kiedy Departament Sprawiedliwości USA pozwał Google za nadużywanie dominującej pozycji na rynku wyszukiwarek internetowych. Oskarżenie było poważne: firma miała nielegalnie blokować konkurencję i wzmacniać swoją dominację, m.in. przez płacenie producentom sprzętu za ustawianie Google jako domyślnej wyszukiwarki.
W 2024 roku sędzia federalny Amit Mehta przyznał rację rządowi, Google rzeczywiście zmonopolizowało rynek. I to nie tylko w zakresie wyszukiwania, ale również całego ekosystemu reklam i danych.
W sierpniu 2025 ważą się losy możliwych sankcji. Na stole są m.in.:
- zakaz płacenia producentom za domyślne ustawienia,
- obowiązek udostępniania danych konkurencji,
- oraz najbardziej kontrowersyjna opcja: wymuszenie sprzedaży przeglądarki Chrome.
Dlaczego właśnie Chrome? Bo to nie tylko najpopularniejsza przeglądarka świata, to także kluczowy kanał wpływu Google na użytkowników. Przez Chrome firma kontroluje, co widzisz, co klikasz i jakie dane generujesz. To wehikuł wyszukiwarki, reklamy i śledzenia, czyli trzech filarów potęgi Google.

Kto chce kupić Chrome? Dwie oferty z dwóch światów
Mogłoby się wydawać, że nikt nie odważy się przejąć przeglądarki używanej przez 3,5 miliarda ludzi. A jednak, do stołu usiadły dwie firmy, obie mocno związane z rynkiem AI, i złożyły oficjalne oferty.
Perplexity AI zaproponowało 34,5 miliarda dolarów. Firma zapewnia, że utrzyma Chrome w oparciu o projekt open-source Chromium i nie zmieni domyślnej wyszukiwarki Google (choć użytkownik nadal będzie mógł ją zmienić). To bezpieczna, „zachowawcza” propozycja. Za Perplexity stoją potężni inwestorzy: Jeff Bezos i Nvidia.
Search.com przebiło ofertę, proponując 35 miliardów dolarów. I obiecuje rewolucję: brak reklam, zwroty gotówkowe dla użytkowników oraz podział przychodów z wydawcami treści. Ambitnie? Bardzo. Zwłaszcza że projekt wspierany jest przez bank JP Morgan.
Ale czy to ma jakikolwiek sens?
Czy obietnice Search.com to tylko PR-owa bajka?
Na papierze brzmi to pięknie: wreszcie przeglądarka, która działa „dla ludzi”, a nie dla reklamodawców. Ale wystarczy chwila analizy, by pojawiły się poważne znaki zapytania.
Chrome nie zarabia na reklamach w samej przeglądarce. Zarabia, bo prowadzi użytkowników do wyszukiwarki Google, która przynosi miliardy z reklam kontekstowych. Usunięcie tego elementu to finansowa amnezja, jakby odciąć silnik od samochodu i twierdzić, że nadal pojedzie.
Zwroty gotówkowe, brak reklam i dzielenie się przychodami z wydawcami? Brzmi jak piękna wizja, ale bez szczegółów wygląda to bardziej na pitch dla opinii publicznej niż realny model biznesowy. Nikt nie wyjmuje z kieszeni 35 miliardów dolarów tylko po to, by rozdawać pieniądze użytkownikom.
Ile naprawdę warta jest przeglądarka Chrome? Eksperci mówią: dużo więcej
35 miliardów dolarów za najpopularniejszą przeglądarkę świata? To dużo… ale może być zdecydowanie za mało. Analitycy wskazują, że rzeczywista wartość Chrome może sięgać nawet 73–105 miliardów dolarów rocznie. Skąd takie liczby?
Głównym punktem odniesienia jest umowa między Google a Apple, w ramach której Google płaci nawet 20 miliardów dolarów rocznie, by pozostać domyślną wyszukiwarką w Safari na iPhone’ach. Skoro Google jest gotowe tyle zapłacić za miejsce w cudzej przeglądarce, to ile wart jest cały ekosystem Chrome, który kontroluje od A do Z?
Chrome to nie tylko okno do internetu. To potężny kanał dystrybucji wyszukiwarki, danych i reklam, który napędza dużą część przychodów Google. Oddanie go za 35 miliardów może być dla giganta równie bolesne, jak sprzedanie własnego serca.

Co na to prawo i Google? Bitwa o Chrome jeszcze się nie skończyła
Google nie zamierza oddać Chrome bez walki. Firma już teraz zapowiada, że jeśli sąd nakaże przymusową sprzedaż przeglądarki, wniesie apelację. Według przedstawicieli giganta z Mountain View, byłoby to niesprawiedliwe i nieproporcjonalne uderzenie w model biznesowy, który – jak twierdzą – służy użytkownikom.
Z drugiej strony, sędzia federalny Amit Mehta wciąż nie wydał ostatecznego wyroku. Przymusowa sprzedaż to jeden z kilku scenariuszy, które rozważa. W grze są także mniej drastyczne środki naprawcze, takie jak:
- Zakaz płacenia producentom sprzętu za ustawianie Google jako domyślnej wyszukiwarki,
- Ekran wyboru wyszukiwarki przy pierwszym uruchomieniu Chrome,
- Obowiązek udostępniania danych konkurencji, aby wyrównać szanse na rynku.
Choć sprzedaż przeglądarki wydaje się dziś mało prawdopodobna, precedens już został stworzony. A to wystarczy, by świat BigTechu zaczął się niepokoić.
Czy AI przejmie internet? Nowe przeglądarki, nowe reguły gry
Zarówno Perplexity, jak i Search.com nie chcą Chrome tylko po to, by „mieć przeglądarkę”. One chcą przyszłości internetu. I to takiej, w której rola klasycznej wyszukiwarki odchodzi do lamusa, a na jej miejscu pojawia się AI.
Dla tych firm przeglądarka to nie koniec drogi – to początek. Punkt wejścia do nowego internetu, gdzie:
- zamiast wpisywać frazę w Google, po prostu zadajesz pytanie asystentowi AI,
- zamiast przeglądać strony – otrzymujesz gotową odpowiedź wygenerowaną na podstawie wielu źródeł,
- zamiast irytujących reklam – pojawiają się spersonalizowane modele monetyzacji, które mają „oddawać wartość” użytkownikowi.
Brzmi jak futurystyczna wizja? To już się dzieje – i właśnie dlatego przeglądarka stała się strategicznym celem dla firm AI. To brama do kontroli nad tym, jak ludzie będą korzystać z internetu w kolejnych latach.
Podsumowanie: Chrome na sprzedaż? Symboliczny moment dla BigTechu
Czy Google naprawdę straci kontrolę nad Chrome? Na razie to tylko jeden z rozważanych scenariuszy, ale sam fakt, że taka opcja jest na stole, mówi bardzo wiele. Pokazuje, że świat BigTechu wchodzi w nową fazę, gdzie w grę wchodzą nie tylko pieniądze, ale też nowe technologie, nowe układy sił i nowe reguły gry.
Jeśli sąd nakaże sprzedaż Chrome, będzie to historyczny precedens. Jeśli nie, i tak już teraz widzimy, że przeglądarki stają się polem bitwy między gigantami AI. A Chrome to nie tylko aplikacja, to punkt startowy do internetu przyszłości.
Czy będzie to przyszłość pod znakiem AI, prywatności, czy centralizacji danych? Tego jeszcze nie wiemy. Ale warto trzymać rękę na pulsie, bo ta gra dopiero się zaczyna.



