Nowa zabawka Meta żyła dokładnie trzy dni. 7 lipca 2026 firma dodała do swojego generatora obrazów opcję, która brzmiała niewinnie. Wpisujesz nazwę czyjegoś publicznego konta na Instagramie, a sztuczna inteligencja bierze zdjęcia tej osoby za wzór i robi z nich nowy obraz. Problem w tym, że osoba, której twarz posłużyła za materiał, nie musiała o niczym wiedzieć ani na nic się zgadzać. 10 lipca, po fali protestów, Meta funkcję po prostu wyłączyła. Sam generator został, zniknęła tylko możliwość mielenia cudzych zdjęć. Ta krótka historia mówi o granicach AI więcej niż niejeden raport.
Co dokładnie Meta włączyła i dlaczego to zabolało
Sercem problemu nie była sama technologia, tylko jedno ustawienie. Funkcja działała w modelu, który po angielsku nazywa się opt-out, czyli “domyślnie włączone, wyłącz sam, jeśli ci się nie podoba”. Każde publiczne konto osoby dorosłej zostało automatycznie wrzucone do puli, z której inni mogli czerpać. Nikt nie dostał powiadomienia, nikt nie kliknął “zgadzam się”.
To odwrócenie normalnej kolejności. Zwykle to ja decyduję, czy udostępniam swój wizerunek, a nie muszę biegać i zabraniać światu, żeby go używał. Meta przerzuciła ten ciężar na użytkownika, zakładając po cichu, że skoro zdjęcie jest publiczne, to jest też paliwem dla cudzych generacji. Dla wielu osób to było przekroczenie granicy, której nie chcieli nawet negocjować.
Trzy dni i po funkcji
Sprzeciw przyszedł szybko i z grubego kalibru. Głos podniosły agencje reprezentujące największe gwiazdy oraz związek zawodowy aktorów, a argument był wszędzie ten sam: niczyja twarz, głos ani wizerunek nie powinny trafiać do maszyny bez wyraźnej, udokumentowanej zgody. Do tego doszła najcięższa obawa, czyli ryzyko, że z czyichś zwykłych zdjęć ktoś wygeneruje obrazy intymne albo ośmieszające.
Zdjęcie w sieci to nie to samo co zgoda na przerabianie twarzy. Meta wydawała się tego nie rozumieć, dopóki nie usłyszała odpowiedzi.
Firma skapitulowała w trzy dni. W krótkim oświadczeniu przyznała, że funkcja “chybiła”, i zdjęła ją z Instagrama. To rzadki moment, gdy gigant technologiczny mówi wprost, że się pomylił, choć trudno oprzeć się wrażeniu, że wolałby to przyznać ciszej.
Pierwsza Misja AI · Kodożercy
Rozumiesz zagrożenia AI, gdy rozumiesz jak naprawdę działa
Kurs Pierwsza Misja AI ma dedykowaną lekcję o ciemnej stronie AI: halucynacje, deepfakes, manipulacja. Zanim zaczniesz się bać, zacznij rozumieć.
Poznaj pełny program →

To nie pierwszy raz, gdy Meta cofa się rakiem
Gdyby to była jednorazowa wpadka, można by machnąć ręką. Ale to kolejny odcinek tego samego serialu. Na początku 2025 roku Meta wycofała z Facebooka i Instagrama konta prowadzone w całości przez sztuczną inteligencję, które udawały prawdziwych ludzi, gdy po fali oburzenia znów zrobiło się o nich głośno. Później dziennikarze wytropili nieautoryzowane chatboty podszywające się pod znane gwiazdy, które potrafiły prowadzić dwuznaczne rozmowy. Znów interwencja, znów wycofanie.
Widać z tego wyraźny schemat. Meta wypycha kolejną generatywną funkcję najszybciej, jak się da, licząc, że rynek ją wchłonie. Kiedy trafia na ścianę, wycofuje się i zaczyna od nowa z czymś innym. Ten sam impet, który każe firmie pędzić z AI, opisywaliśmy przy okazji zmiany tempa w planach Meta wokół agentów. Tempo bywa atutem, ale przy cudzych twarzach zamienia się w kłopot.
Dlaczego w Europie taki pomysł ma jeszcze trudniej
Dla polskiego użytkownika ta historia ma dodatkowe dno. Model “domyślnie włączone” w Unii Europejskiej prawdopodobnie budziłby poważne zastrzeżenia na gruncie RODO i nadchodzących przepisów o sztucznej inteligencji. U nas zgodę na przetwarzanie wizerunku ocenia się znacznie surowiej niż zgodę domniemaną z czyjegoś milczenia. Funkcja, która wciąga twoje zdjęcia bez pytania, prawdopodobnie nie przeszłaby nad Wisłą tak łatwo jak za oceanem. Podobne napięcie między wygodą platform a prywatnością obywateli widać w unijnym sporze o masowe skanowanie prywatnych wiadomości.
Jest w tym jednak ważniejsza lekcja niż same przepisy. Tym razem firmę zatrzymał nie regulator, lecz presja z zewnątrz: użytkownicy, agencje reprezentujące gwiazdy i organizacje społeczne, a wszystko w trzy dni. Ten zbiorowy sprzeciw okazał się szybszym hamulcem niż jakikolwiek urząd. To sygnał, że granicę tego, co wolno robić z naszymi danymi, coraz częściej wyznacza sama opinia publiczna, po prostu mówiąc “nie”.
Podsumowanie
Funkcja AI na Instagramie, która pozwalała robić obrazy z cudzych publicznych zdjęć, nie dożyła nawet tygodnia. Meta włączyła ją domyślnie dla publicznych kont osób dorosłych, bez pytania o zgodę, i szybko usłyszała, że przekroczyła granicę. Warto zapamiętać dwie rzeczy. Po pierwsze, to nie cały generator obrazów zniknął, a jedynie opcja podbierania cudzych twarzy, więc problem był w projekcie funkcji, nie w samej technologii. Po drugie, to już kolejny raz, gdy Meta wypuszcza coś generatywnego na siłę i wycofuje się pod naporem użytkowników. Dla nas, po europejskiej stronie, płynie z tego prosty wniosek: publiczne nie znaczy niczyje, a zgoda na wizerunek to nie formalność, którą można założyć z góry. Czasem najskuteczniejszą ochroną prywatności jest szybki, głośny sprzeciw wielu ludzi naraz.
Newsletter · DevstockAcademy & Kodożercy
Bądź na bieżąco ze światem IT, AI i automatyzacji
Co wtorek: newsy z branży, praktyczne tipy i narzędzia które warto znać. Zero spamu.



