Podpis kwalifikowany ma jedno zadanie: powiązać dokument z konkretną osobą i pokazać, że treść nie zmieniła się od momentu podpisania. Dwie podatności opisane 27 lipca przez CERT Polska odwracają tę logikę w programie proCertum SmartSign, którym w Polsce składa się i weryfikuje podpisane pliki. Element, który miał budować zaufanie, czyli certyfikat dołączony do podpisu, potrafi w nim wskazać plik na dysku odbiorcy i doprowadzić do jego uruchomienia. Poprawkę wydano w wersji 9.4.3.90, a wszystkie wcześniejsze pozostają podatne.
Certyfikat, który wskazuje na plik na twoim dysku
Pierwsza podatność, oznaczona jako CVE-2026-57916, dotyczy pola, o którego istnieniu większość użytkowników nigdy nie słyszała. Certyfikat może zawierać adres dokumentu CPS, czyli polityki certyfikacji, w której wystawca opisuje zasady swojej pracy. To rzecz z gatunku formalnych przypisów, zwykle prowadząca do strony internetowej wystawcy.
Problem polega na tym, że proCertum SmartSign otwierał ten adres bez sprawdzenia jego schematu, czyli bez pytania, do czego on w ogóle prowadzi. Przypis mógł więc równie dobrze wskazywać plik wykonywalny leżący na komputerze odbiorcy. Według opisu CERT Polska atakujący jest w stanie przygotować własny certyfikat z takim adresem, podpisać nim dokument i wysłać go ofierze. Otwarcie tego dokumentu w podatnej wersji programu kończy się uruchomieniem wskazanego pliku albo otwarciem wskazanej strony.
To odwrócenie ról, które w cyberbezpieczeństwie zdarza się rzadko, a robi wrażenie za każdym razem. Zwykle podejrzliwie traktuje się załączniki bez podpisu, bo podpis pozwala ustalić, kto dokument podpisał. W tym scenariuszu nośnikiem problemu jest właśnie plik podpisany.
Zaufanie do podpisu kończy się tam, gdzie zaczyna się zaufanie do programu, który ten podpis czyta.
Druga podatność nie czeka na kliknięcie
Druga luka, CVE-2026-57917, jest w skutkach cichsza, ale w mechanice bardziej niepokojąca. Dotyczy przetwarzania zewnętrznych encji XML w odpowiednio spreparowanych plikach podpisu. Encja zewnętrzna to zapisana w pliku instrukcja “w tym miejscu wstaw treść pobraną spod tego adresu”, a podatna aplikacja takie instrukcje wykonywała zamiast je ignorować.
Daje to napastnikowi dwie rzeczy. Pierwsza to SSRF, czyli sytuacja, w której program sam wysyła zapytanie pod adres wskazany przez atakującego, wystawiając w tej roli komputer ofiary. Druga, jak pisze CERT Polska, to potencjalny odczyt plików lokalnych. Najgorszy jest jednak nie sam mechanizm, tylko moment. Według advisory ta podatność uruchamia się już na etapie podglądu pliku, zanim użytkownik kliknie “Otwórz”. Odruch “najpierw zerknę, co to jest” nie chroni więc przed spreparowanym plikiem w niezałatanej wersji programu.
Dlaczego akurat to oprogramowanie jest kłopotliwe
Skali tej sprawy nie da się podać w liczbach. W publicznie dostępnych materiałach nie ma informacji o tym, ile instalacji proCertum SmartSign działa w Polsce. Sam Certum podaje jedynie, że przez dwadzieścia pięć lat wydał ponad półtora miliona podpisów. To jednak liczba wydanych podpisów, a nie użytkowników tej jednej aplikacji ani nie liczba podatnych stanowisk.
Ciekawsze jest to, w jakim otoczeniu takie programy potrafią żyć. Aplikacja do podpisu bywa instalowana przy okazji odbioru certyfikatu i otwierana wyłącznie wtedy, gdy trzeba coś podpisać. Przeglądarka aktualizuje się sama, system przypomina o sobie natrętnie, a narzędzie, które uruchamiasz raz na kwartał, samo się o uwagę nie upomni.
W firmach z własnym działem informatycznym łatwo takie oprogramowanie przeoczyć. Wystarczy, że nie trafiło na komputer przez centralne wdrożenie i nie znalazło się na liście programów, których ktoś pilnuje. Odrębna sytuacja dotyczy biur rachunkowych. Tam jedno stanowisko potrafi obsługiwać dokumenty wielu klientów naraz, więc pominięcie go ma szerszy zasięg niż na pojedynczym laptopie.
Warto przy tym oddzielić dwie sprawy. Obie podatności dotyczą sposobu, w jaki aplikacja przetwarza pliki, a nie mechanizmu kryptograficznego podpisu. Advisory nie podaje też oceny CVSS ani nie informuje, czy błędy były wykorzystywane w atakach, więc na jego podstawie nie da się tego ani potwierdzić, ani wykluczyć. Taka niepewność to przy świeżych lukach norma, a nie wyjątek, co widać choćby przy krytycznej luce w SharePoincie opisywanej kilka dni wcześniej.
Co podpis kwalifikowany gwarantuje, a czego nie
Ta sprawa dobrze pokazuje granicę, o której na co dzień się nie myśli. Unijne rozporządzenie eIDAS zrównuje kwalifikowany podpis elektroniczny w skutkach prawnych z podpisem własnoręcznym. Podpis wiąże dokument z osobą wskazaną w kwalifikowanym certyfikacie, a zmiana treści po podpisaniu sprawia, że weryfikacja się nie powiedzie. To bardzo dużo i właśnie dlatego takim podpisem załatwia się w Polsce sprawy, w których liczy się moc prawna dokumentu.
Podpis nie mówi natomiast nic o intencjach nadawcy ani o tym, co dokładnie siedzi w przesłanym pliku. Nie ocenia, czy treść jest prawdziwa merytorycznie, i nie sprawdza pliku pod kątem bezpieczeństwa. To zadanie dla zupełnie innych narzędzi.
W tej luce chodziło dokładnie o tę różnicę. Aplikacja miała zweryfikować podpis, a przy okazji otwierała zapisany w certyfikacie adres dokumentu CPS bez sprawdzenia jego schematu. Cała wartość podpisu została więc nienaruszona, a mimo to plik zdążył zrobić coś, czego nikt od niego nie oczekiwał.
Co z tym zrobić
Lista jest krótka i nie wymaga pomocy informatyka.
- Porównaj zainstalowaną wersję z numerem 9.4.3.90. To jedyny numer, który w tej historii ma znaczenie: wszystko poniżej jest podatne. Instalator pobierzesz ze strony wsparcia technicznego Certum, a jeśli oprogramowanie wgrywał ci zewnętrzny informatyk albo biuro rachunkowe, to jest dobry moment, żeby zapytać, na jakiej wersji siedzisz.
- Przejrzyj komputery, o których się zapomina. W małych firmach podpis bywa zainstalowany na drugim laptopie, na maszynie w księgowości albo na sprzęcie osoby, która odeszła z firmy pół roku temu. Aktualizacja jednego stanowiska nie załatwia sprawy.
- Traktuj podpisane dokumenty od nieznanych nadawców jak zwykłe załączniki. Podpis nie jest przepustką. Sam fakt, że plik jest podpisany, nie znosi ryzyka wynikającego z tego, jak niezałatana aplikacja taki plik przetwarza.
- Nie licz na to, że podgląd jest neutralny. Przy drugiej podatności wystarczy podgląd spreparowanego pliku w podatnej wersji programu, więc “tylko zobaczę” nie jest tu ostrożnością.
Jedna uwaga, bez której ta rada może wprowadzić w błąd. Advisory podaje jeden numer graniczny i nie rozdziela systemów operacyjnych. Tymczasem pliki udostępniane przez Certum dla różnych systemów i architektur bywają numerowane w różnych schematach. Reguła “wezmę po prostu najnowszy plik” nie daje więc pewności, że trafisz na wydanie z poprawką. Sprawdź konkretny numer. Jeśli dla twojego systemu wygląda inaczej niż 9.4.3.90 albo jest od niego niższy, dopytaj wsparcie techniczne producenta zamiast zgadywać.
Zgłoszenie obu błędów CERT Polska przypisuje Mariuszowi Maikowi, a producentem oprogramowania jest Asseco. Pełny opis techniczny wraz z numerami CVE znajdziesz w advisory CERT Polska.
Pierwsza Misja AI · Kodożercy
Używasz AI codziennie – ale czy robisz to dobrze?
Kurs Pierwsza Misja AI pokaże Ci techniki promptowania, które naprawdę działają. Praktyczne ćwiczenia z prawdziwym GPT-4, gamifikacja i certyfikat.
Sprawdź program kursu →

Najczęstsze pytania
Dwa pytania wracają przy każdej takiej sprawie, a odpowiedź na oba jest mniej oczywista, niż się wydaje. W obu wypadkach trzymamy się tego, co faktycznie napisano w komunikacie CERT Polska, bez dopowiadania reszty.
Czy dokumenty podpisane wcześniej tracą ważność?
Advisory CERT Polska nie porusza tej kwestii. Opisuje dwie podatności w aplikacji oraz wskazuje wersje podatne i wersję z poprawką. Nie mówi natomiast nic o wpływie tych błędów na ważność wcześniej złożonych podpisów ani o potrzebie wymiany certyfikatów. Na podstawie tego dokumentu nie da się więc wyciągnąć dalej idących wniosków w żadną stronę, a wątpliwości najlepiej kierować do wystawcy certyfikatu.
Czy wystarczy nie otwierać plików od nieznanych nadawców?
To pomaga, ale nie zamyka tematu. Druga z opisanych podatności uruchamia się już przy podglądzie pliku, a nie dopiero po świadomej decyzji o otwarciu. Samo rozpoznanie nadawcy też nie usuwa ryzyka związanego ze spreparowanym plikiem, bo podpis mówi o tym, kto plik podpisał, a nie o tym, co ten plik robi z aplikacją. Advisory CERT Polska podaje w tej sprawie jeden twardy punkt odniesienia: błędy naprawiono w wersji 9.4.3.90, a wszystkie wcześniejsze są podatne.
Podsumowanie
CERT Polska opisało 27 lipca dwie podatności w proCertum SmartSign, aplikacji Asseco używanej w Polsce do składania i weryfikacji podpisu elektronicznego. Poprawka trafiła do wersji 9.4.3.90, a wszystkie wcześniejsze są podatne. Pierwszy błąd pozwalał, żeby odnośnik ukryty w certyfikacie doprowadził do uruchomienia pliku na komputerze odbiorcy. Drugi uruchamiał się już przy samym podglądzie podpisanego pliku i otwierał drogę do zapytań wysyłanych w imieniu tego komputera oraz do potencjalnego odczytu plików lokalnych. Advisory nie podaje oceny CVSS ani nie informuje, czy podatności były wykorzystywane w atakach, więc na jego podstawie nie da się tego ani potwierdzić, ani wykluczyć. Jest za to nawyk wart zmiany. Program do podpisu bywa tym oprogramowaniem na firmowym komputerze, o którego aktualizacji myśli się najrzadziej, choć przechodzą przez niego dokumenty o największej wadze prawnej. Warto sprawdzić numer wersji na wszystkich stanowiskach, nie tylko na własnym.
Newsletter · DevstockAcademy & Kodożercy
Bądź na bieżąco ze światem IT, AI i automatyzacji
Co wtorek: newsy z branży, praktyczne tipy i narzędzia które warto znać. Zero spamu.



