PiPiątek 14 kwietnia 2026, tuż po świcie. W zamożnej dzielnicy Pacific Heights w San Francisco 20-letni chłopak z Teksasu staje pod bramą willi wartej 27 milionów dolarów. W ręce trzyma koktajl Mołotowa. Właściciel domu nazywa się Sam Altman, prezes OpenAI. Kilka godzin później ten sam sprawca próbuje wbić się krzesłem do siedziby OpenAI. Grozi przy tym, że spali budynek do gruntu. Trzy dni wcześniej, cztery tysiące kilometrów dalej, ktoś oddał 13 strzałów w dom radnego z Indianapolis, Rona Gibsona. Napastnik zostawił na drzwiach kartkę: “żadnych centrów danych”. Gibson właśnie głosował za budową takiego centrum w swojej dzielnicy. Dlatego dla branży technologicznej to tydzień, który zmienia wszystko. Sondaż NBC News z marca pokazał, że tylko 26 procent Amerykanów ma pozytywny stosunek do sztucznej inteligencji, natomiast 46 procent negatywny. Coś się wydarzyło i nie wygląda to na przelotne.
Co dokładnie stało się pod domem Altmana i kto to zrobił
Sprawcą ataku jest Daniel Moreno-Gama, 20-latek ze Spring w Teksasie. Według federalnego aktu oskarżenia miał przy sobie manifest. W dokumencie wzywał innych do podobnych czynów i podawał listę celów: prezesów firm AI, członków zarządów, inwestorów. W internecie podpisywał się “Butlerian Jihadist”. To nawiązanie do fikcyjnego ruchu z Diuny, który niszczył maszyny myślące. W podcaście “The Last Invention” miał z kolei dyskutować o “luigiowaniu” szefów technologicznych. Chodzi o Luigiego Mangione, sprawcę zabójstwa prezesa UnitedHealthcare z grudnia 2024 roku.
Moreno-Gama był członkiem otwartego serwera Discord grupy PauseAI. Grupa ta lobbuje za wstrzymaniem rozwoju zaawansowanej sztucznej inteligencji. Dodatkowo pisał na Substacku, że wyścig do ogólnej sztucznej inteligencji “prawdopodobnie doprowadzi do wymierania ludzkości”. PauseAI natychmiast odcięło się od ataku. Organizacja Stop AI dodała z kolei, że Moreno-Gama wcześniej pytał jej liderów, czy rozmowy o przemocy grożą wyrzuceniem. Gdy dostał odpowiedź twierdzącą, przestał tam pisać.
To nie był ostatni incydent w San Francisco. Dwa dni później policja zatrzymała dwóch innych mężczyzn, 23- i 25-latka, którzy oddali strzały z samochodu w pobliżu posiadłości Altmana. Nie jest jasne, czy konkretnie celowali w szefa OpenAI. Jasne jest natomiast co innego. W ciągu jednego weekendu doszło do trzech odrębnych incydentów. OpenAI wydało oświadczenie, że “w demokracji nie ma miejsca na przemoc, niezależnie od laboratorium AI, które się popiera”.
20-latek z Teksasu stoi pod bramą willi Sama Altmana o 4 rano i rzuca koktajlem Mołotowa. Przy sobie ma manifest i listę celów. To nie jest szaleniec w próżni, to sygnał szerszego zjawiska.
Indianapolis, Missouri i centra danych – front bitwy się przeniósł
Dziesięć dni przed atakiem na Altmana ktoś podjechał nocą pod dom radnego Rona Gibsona z Indianapolis. Napastnik wpakował w fasadę 13 kul. Gibson właśnie przepchnął w radzie miejskiej uchwałę o budowie ogromnego centrum danych w swojej dzielnicy. Na drzwiach sprawca zostawił karteczkę z napisem “żadnych centrów danych”. Indianapolis to nie San Francisco. Jest to miasto konserwatywne, robotnicze, zupełnie poza orbitą Doliny Krzemowej. A jednak front się tam przeniósł.
Dlaczego akurat centra danych? W centrum uwagi jest ich apetyt – na prąd, wodę i miejsce. Jedno duże centrum danych AI zużywa tyle energii, co miasto półmilionowe. Dlatego lokalne sieci energetyczne w Arizonie, Teksasie czy Wirginii już dziś są napięte do granic, a rachunki mieszkańców rosną. Woda chłodząca serwery często idzie z tych samych ujęć, z których piją okoliczne miasteczka. W efekcie mieszkańcy widzą, że globalna gorączka AI spada im na głowę w bardzo lokalny sposób. Droższa energia, słabszy internet, spalone silniki transformatorów. Z tej perspektywy centrum danych to widoczny wróg.
Liczby są bezlitosne. Fortune wyliczył, że od kwietnia do czerwca 2025 roku zablokowanych albo opóźnionych zostało 20 projektów o łącznej wartości 98 miliardów dolarów. Małe miasteczko pod St. Louis liczy zaledwie 12 tysięcy mieszkańców. Odwołało ono jednak swoją radę miejską po tym, jak ta zgodziła się na jedno takie centrum. W Indianapolis strzelanie z broni palnej wydarzyło się z kolei tylko trzy dni przed Pacific Heights. To nie jest osobna historia, to ten sam trend w dwóch kostiumach.
Sondaże: Gen Z poszło w gniew, starsi jeszcze nie
Skąd ta fala? Badanie Gallupa z wiosny 2026 pokazuje wyraźny spadek. Wśród pokolenia Z entuzjazm wobec AI spadł z 36 do 22 procent w ciągu roku. Złość z kolei wzrosła z 22 do 31 procent. W przekładzie: młodzi Amerykanie, którzy dopiero wchodzą na rynek pracy, czują się okradani z szans. Stanowiska początkujących programistów, autorów tekstów i analityków jako pierwsze wpadły w falę automatyzacji. Dlatego te same pokolenia, które mogłyby być naturalnymi sojusznikami nowej technologii, stały się jej najgłośniejszymi przeciwnikami.
NBC News policzyło to jeszcze ostrzej. Tam porównano oceny pozytywne z negatywnymi i odjęto jedne od drugich. U Gen Z wyszło minus 44 punkty, natomiast u starszych mężczyzn plus 2. To przepaść nie do zasypania zwykłą kampanią wizerunkową. Dla porównania, o pracownikach pisaliśmy już wcześniej – 80 procent pracowników odrzuca AI w swojej codziennej pracy. Gniew Gen Z dokłada do tego warstwę emocjonalną. Jeden procent populacji radykalizuje się, dziesięć procent zaczyna protestować, a reszta nawet nie klika w reklamę ChatGPT.
U Gen Z AI zbiera saldo minus 44 punkty. U starszych mężczyzn plus 2. To nie jest spór o technologię, to jest spór o to, kto wygrywa, a kto traci.
Dlaczego jest źle: siedem zapalników według Briana Merchanta
Dziennikarz Brian Merchant, który od lat pisze o historii luddyzmu, w swoim newsletterze “Blood in the Machine” wyliczył siedem konkretnych zapalników obecnego gniewu. Zaczyna od obietnicy firm AI, że technologia zastąpi pracowników – w efekcie pracownicy się boją i nie są to lęki abstrakcyjne. Drugi zapalnik to zwolnienia. Giganty typu Amazon i Meta już wypychają tysiące ludzi, tłumacząc to “optymalizacją przez AI”. Trzeci dotyczy pieniędzy – powstaje nowa arystokracja technologiczna, gdzie kilku założycieli i inwestorów łapie miliardy, a pozostałym grozi bieda.
Dalej jest jeszcze gorzej. Firmy AI aktywnie lobbują przeciwko regulacjom. Co więcej, OpenAI próbowało w Kongresie odebrać stanom prawo do tworzenia własnych zasad. Piątym zapalnikiem są wspomniane już centra danych, które rosną bez zgody lokalnych społeczności. Szóstym jest kradzież intelektualna. Modele trenują się na twórczości pisarzy, muzyków i artystów bez ich zgody ani wynagrodzenia. Na koniec dochodzi sama nierówność ekonomiczna. Dochody z gorączki AI trafiają do bardzo wąskiej grupy, a reszta słyszy tylko “trzeba się przekwalifikować”.
Teraz dodaj do tego Luigiego Mangione. W grudniu 2024 roku 26-latek zastrzelił na chodniku prezesa UnitedHealthcare. Mimo wyroku część amerykańskiej młodzieży uznała go za bohatera walczącego z systemem ubezpieczeniowym. W 2026 roku ta sama logika przenosi się na branżę AI. To jak z rewolucją przemysłową. Gdy w 1811 roku luddyści niszczyli krosna mechaniczne, też nie byli szaleńcami. Byli pracownikami, którzy tracili zawód z dnia na dzień. Historia wtedy zakończyła się stłumieniem ruchu siłą i zmianą prawa. Pytanie, czy tym razem ktoś w ogóle próbuje zejść niżej i pogadać, zanim polecą kolejne koktajle.
Pierwsza Misja AI · Kodożercy
Rozumiesz zagrożenia AI, gdy rozumiesz jak naprawdę działa
Kurs Pierwsza Misja AI ma dedykowaną lekcję o ciemnej stronie AI: halucynacje, deepfakes, manipulacja. Zanim zaczniesz się bać – zacznij rozumieć.
Poznaj pełny program →

Polska: czy u nas też idzie fala?
Na pierwszy rzut oka wygląda, że nas to nie dotyczy. Nie mamy siedziby OpenAI. Nie budujemy u siebie gigantycznych centrów danych jak w Iowa. Protesty artystów wydają się szumem w tle. Pod powierzchnią jednak to samo napięcie już się zbiera. Koalicja Artist First skupia polskich muzyków, ilustratorów i aktorów głosowych. Domagają się oni prawnych gwarancji, że ich twórczość nie będzie trenować modeli bez zgody i wynagrodzenia. Jedna z krajowych rozgłośni radiowych zwolniła z kolei dziennikarzy i wprowadziła prezenterów generowanych przez AI. Aktorzy głosowi po raz kolejny strajkują przeciwko zastępowaniu ich syntezą mowy.
Do tego dochodzi rynek pracy. Polska ma dużą populację programistów i autorów tekstów. Są to dokładnie te grupy, które w USA jako pierwsze poczuły falę automatyzacji. Jeśli sondaż Gallupa powtórzy się u nas za rok, przepaść pokoleniowa w Polsce może być nawet większa. Mamy bowiem mniej poduszki finansowej i słabszą sieć bezpieczeństwa socjalnego. Branża technologiczna w Warszawie i Krakowie już dziś zwalnia juniorów, tłumacząc to “optymalizacją kosztów”. Nikt jeszcze nie rzucił koktajlem. Co więcej, prawdopodobnie u nas to się nie wydarzy w takiej formie. Nie znaczy to jednak, że nie wydarzy się w ogóle.
U nas fala wygląda inaczej: manifest Artist First zamiast Mołotowa, strajk aktorów głosowych zamiast strzałów. Ale napęd jest ten sam – poczucie, że AI bierze, zamiast dawać.
FAQ – najczęstsze pytania o bunt przeciwko AI
Czy Sam Altman przeżył atak?
Tak. Koktajl Mołotowa uderzył w bramę willi, a nikt nie został ranny. Altman znajdował się w domu, ale ochrona zareagowała natychmiast. Sprawca został zatrzymany tego samego dnia pod siedzibą OpenAI, gdzie próbował wybić drzwi wejściowe krzesłem.
Kim jest PauseAI i czy to grupa terrorystyczna?
PauseAI to międzynarodowa organizacja lobbująca za wstrzymaniem rozwoju zaawansowanej sztucznej inteligencji do czasu wprowadzenia skutecznych zasad bezpieczeństwa. Działa legalnie, organizuje petycje, pikiety i kampanie prasowe. Moreno-Gama dołączył do otwartego Discorda grupy, ale nie był jej formalnym członkiem. PauseAI publicznie odcięło się od ataku na Altmana.
Czy ten trend dotrze do Polski?
W formie ataków fizycznych – mało prawdopodobne krótkoterminowo. W formie protestów artystów, strajków aktorów głosowych i nacisku na regulacje AI – już dzieje się teraz. Koalicja Artist First domaga się zmian w prawie autorskim, a polscy aktorzy głosowi kolejny raz strajkują przeciwko zastępowaniu ich syntezą mowy.
Podsumowanie
Atak na dom Sama Altmana nie jest wypadkiem. To najgłośniejsza manifestacja zjawiska, które narasta od dwóch lat – rosnącego gniewu na sztuczną inteligencję. Z jednej strony mamy dane z sondaży. Tylko 26 procent Amerykanów widzi AI pozytywnie, a Gen Z osunął się do salda minus 44 punktów. Z drugiej strony widzimy realne incydenty. Koktajl Mołotowa w Pacific Heights. Trzynaście strzałów w Indianapolis. Odwołane rady miejskie w stanie Missouri. Centrum danych stało się symbolem, na którym skupia się lokalny sprzeciw. Dolina Krzemowa z kolei symbolizuje bogactwo, którego reszta świata nie widzi. Brian Merchant wylicza siedem zapalników i każdy z nich jest prawdziwy.
Polska na razie patrzy na to z boku. Jednak polscy artyści, aktorzy głosowi i początkujący programiści już czują ten sam wiatr. Kto chce rozumieć, co dzieje się z AI w 2026 roku, musi zrozumieć też to. Po drugiej stronie tego pociągu jedzie coraz więcej osób i coraz głośniej wali w szybę.
Newsletter · DevstockAcademy & Kodożercy
Bądź na bieżąco ze światem IT, AI i automatyzacji
Co wtorek: newsy z branży, praktyczne tipy i narzędzia które warto znać. Zero spamu.



