W kodeksie karnym stoi od niedzieli przepis, którego wcześniej nie było, i obejmuje tych, którzy publikują w sieci określone patotreści po to, żeby osiągnąć korzyść majątkową lub osobistą. Za takie rozpowszechnianie grozi do trzech lat pozbawienia wolności. Jeśli te treści przedstawiają osobę małoletnią, ustawowe zagrożenie wynosi od trzech miesięcy do pięciu lat. Przepis sięga też po materiały udawane, jeśli mogą wywołać przekonanie, że pokazują rzecz prawdziwą. Warunki odpowiedzialności są przy tym węższe, niż sugerują nagłówki, i po kolei je tu rozbieramy. Pobraliśmy tekst ustawy z Dziennika Ustaw i przeczytaliśmy go zdanie po zdaniu, bo dopiero z brzmienia przepisu widać, gdzie naprawdę przebiega granica.
Czym jest patostreaming w rozumieniu nowego przepisu
Zacznijmy od tego, że słowo “patostreaming” w ustawie nie pada ani razu. To skrót publicystyczny, a prawo posługuje się opisem zachowania. Nowy artykuł 255b trafił do kodeksu karnego ustawą z 11 czerwca 2026 roku, ogłoszoną w Dzienniku Ustaw 23 lipca. Wchodził w życie po trzydziestu dniach od ogłoszenia, czyli 23 sierpnia.
Odpowiedzialność z pierwszego paragrafu jest zbudowana z trzech warunków, które muszą wystąpić razem. Sprawca działa w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej. Rozpowszechnia treści publicznie i za pośrednictwem sieci teleinformatycznej. Wreszcie sama treść należy do jednej z trzech kategorii wymienionych w przepisie. Dwa pierwsze warunki są nieusuwalne, a trzeci ma w drugim paragrafie rozszerzenie, do którego zaraz wracamy.
Te kategorie warto wypisać dosłownie, bo streszczenia zwykle zbijają je do dwóch. Pierwsza to popełnienie czynu zabronionego zagrożonego karą pozbawienia wolności, jeżeli przedmiotem zamachu jest dobro osobiste. Druga to przemoc wobec zwierzęcia z naruszeniem przepisów ustawy. Ustawodawca nie definiuje jej tu samodzielnie, tylko odsyła do przepisów już obowiązujących. Trzecia to poniżające traktowanie innej osoby, nawet za jej zgodą.
Zgoda osoby poniżanej przestała cokolwiek zmieniać
Te ostatnie cztery słowa robią w praktyce więcej niż cała reszta paragrafu. Zamykają argument, że skoro uczestnik wiedział, na co się pisze, dostał za to pieniądze i sam się zgodził, to nie ma o czym mówić. Karalność nie zależy od nastawienia osoby upokarzanej, tylko od zachowania tego, kto materiał publikuje.
Oddzielnie potraktowany jest udział małoletniego. Trzeci paragraf artykułu jest jedynym, który ma dolną granicę kary, a nie tylko górną. Ustawowe zagrożenie wynosi tam od trzech miesięcy do pięciu lat pozbawienia wolności. Ustawodawca przesunął tu punkt wyjścia, zamiast poprzestać na podniesieniu maksimum, a to sygnał, jak ocenia wagę takiego materiału. Odpowiedzialność za skutki treści wobec nieletnich jest zresztą tematem szerszym niż jeden polski przepis, o czym pisaliśmy przy okazji amerykańskiego wyroku przeciwko firmie Meta.
Udawana scena też podlega karze, jeśli wygląda na prawdziwą
Drugi paragraf artykułu zmienia praktyczny sens całego przepisu, a w streszczeniach zajmuje zwykle jedno zdanie. Karze podlega też ten, kto rozpowszechnia treści “mogące wywołać przekonanie, że przedstawiają zachowania określone w § 1”. Warunek jest tu węższy, niż się wydaje przy pobieżnym czytaniu. Nie chodzi o każdą inscenizację, tylko o taką, która może zostać odebrana jako zapis czegoś, co wydarzyło się naprawdę.
Bez tego zapisu przepis byłby dość łatwy do obejścia i zapewne szybko ktoś by to wykorzystał. Wystarczyłoby twierdzić, że bójka była umówiona, a upokorzenie zaaranżowane wyłącznie na potrzeby nagrania. Ustawodawca to przewidział i zrównał obie sytuacje karą do trzech lat. Kluczowe jest to, czy materiał może wywołać przekonanie, że pokazuje rzeczywiste zachowanie z pierwszego paragrafu, a nie to, co faktycznie zaszło przed kamerą.
To rozwiązanie ma swoją cenę i trzeba ją uczciwie nazwać. Ciężar oceny przesuwa się z ustalenia faktów na interpretację odbioru, a to zawsze jest trudniejsze do przewidzenia. Twórca, który przygotowuje ostrą scenę z założeniem, że widz odczyta ją jako fikcję, wchodzi w obszar, którego dziś nikt nie potrafi obrysować precyzyjnie.
Gdzie przebiega granica między patostreamem a mocnym materiałem
To jest pytanie, które realnie zadaje sobie każdy publikujący, i przepis odpowiada na nie w czwartym paragrafie. Nie stanowi przestępstwa czyn podjęty w ramach działalności artystycznej, edukacyjnej, informacyjnej, prasowej lub naukowej albo w celu ochrony interesu publicznego. Materiał reportera pokazującego pobicie, dokumentalisty, twórcy filmu fabularnego czy organizacji opisującej znęcanie się nad zwierzętami zostaje poza zakresem karalności, jeśli rzeczywiście powstaje w ramach jednej z tych działalności.
Karnista Mikołaj Małecki, autor bloga Dogmaty Karnisty, zwraca uwagę właśnie na to wyłączenie. Nowy przepis podsumowuje krótko: patostreaming to działanie społecznie szkodliwe i trzeba to było wprost określić w przepisie. W jego ocenie ustawa nie zakazuje ani kina, ani edukacji, ani działalności prasowej.
Wyłączenie z czwartego paragrafu nie działa jednak jak deklaracja. Nie wystarczy nazwać kanału edukacyjnym ani dopisać w opisie filmu, że materiał ma przed czymś ostrzegać. Liczy się rzeczywisty charakter działalności, a nie etykieta, którą publikujący sam sobie nadaje. Gdzie dokładnie sądy postawią tę linię, na razie nie wie nikt.
Praktyczna granica nie przebiega przy tym po samej drastyczności obrazu. Liczą się łącznie cztery rzeczy. Rodzaj treści, publiczne rozpowszechnianie w sieci, zamiar osiągnięcia korzyści i wreszcie wyłączenie z czwartego paragrafu. Sama monetyzacja kanału niczego nie przesądza, bo zarabiający reportaż też może być objęty wyłączeniem. Dla twórcy oznacza to, że liczy się kontekst, w jakim publikuje, a nie tylko to, co pokazuje. Podobne przesunięcie odpowiedzialności z treści na cel i kontekst opisywaliśmy przy pytaniu, kto odpowiada za nagranie z inteligentnych okularów.
Czego przepis nie rozstrzyga i na co czeka teraz każdy prawnik
Najostrzej ocenia nowe przepisy Olgierd Rudak z Czasopisma Lege Artis i wskazuje dwa miejsca, w których widać luz interpretacyjny. Pierwsze to korzyść osobista. Sama ustawa mówi wyłącznie o “korzyści majątkowej lub osobistej” i nie definiuje jej bliżej. Zdaniem Rudaka o wykazanie takiej korzyści nie będzie szczególnie trudno, skoro oglądalność albo same polubienia też nią są. Warto tu oddzielić dwie rzeczy, bo w relacjach się zlewają. Zasięg jako korzyść osobista to interpretacja prawnika, a nie treść przepisu.
Drugie miejsce to “dobro osobiste” w pierwszej kategorii treści. Rudak wskazuje, że pojęcie jest nieostre, i stawia pytanie, czy przy jego wykładni sięgnie się po katalog dóbr osobistych z kodeksu cywilnego. To jego hipoteza interpretacyjna, a nie ustalona geneza przepisu ani obowiązująca wykładnia. Ocena samego Rudaka jest surowa: finalny produkt jest jeszcze daleki od jakkolwiek postrzeganej doskonałości.
Zostaje rzecz najważniejsza i najprostsza do przeoczenia. Przepis obowiązuje od niedzieli, więc nie ma jeszcze publicznie dostępnego orzecznictwa, które wyznaczałoby jego granice. Nie ma też ani jednej interpretacji sądowej, na której można by się oprzeć. Wszystko, co dziś da się powiedzieć o tym, jak sądy poprowadzą granicę, jest przewidywaniem, a nie wiedzą. Pierwsze sprawy pokażą to lepiej niż jakakolwiek analiza i dopiero wtedy będzie o czym rozmawiać konkretnie.
Pierwsza Misja AI · Kodożercy
AI zmienia rynek pracy. Zacznij rozumieć o co chodzi.
Kurs Pierwsza Misja AI to najkrótszy kurs, po którym naprawdę rozumiesz AI, a na koniec możesz to pokazać certyfikatem. Fabuła w konwencji science fiction i gamifikacja sprawiają, że nie nudzisz się ani minuty.
Dołącz do kursantów →

Najczęstsze pytania
Czy za oglądanie patostreamu grozi odpowiedzialność
Nie. Przepis opisuje wyłącznie zachowanie osoby, która treści publicznie rozpowszechnia, i to w celu osiągnięcia korzyści. Widz nie rozpowszechnia niczego samym oglądaniem, więc poza zakresem tego artykułu pozostaje. Sytuacja zmienia się dopiero wtedy, gdy ktoś taki materiał dalej publikuje i robi to w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej. Wtedy ocenia się już jego własne zachowanie, a nie to, że wcześniej obejrzał cudze nagranie.
Czy nagranie bójki wrzucone na profil bez zarabiania jest przestępstwem
Sam przepis wymaga działania w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej, więc publikacja pozbawiona takiego celu nie wypełnia jego warunków. Problem w tym, że korzyść osobista jest pojęciem pojemnym. Olgierd Rudak z Czasopisma Lege Artis stawia tezę, że mogą się w nim mieścić także oglądalność i polubienia. To jego interpretacja, a nie treść przepisu ani stanowisko sądu. Publicznie dostępnego orzecznictwa na razie nie ma, więc nikt nie odpowie na to pytanie w sposób pewny.
Podsumowanie
Nowy przepis jest węższy, niż wynikałoby z pierwszych nagłówków, a zarazem sięga dalej, niż widać po samym opisie zjawiska. Węższy, bo wymaga jednocześnie celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej, publicznego rozpowszechniania w sieci oraz treści z jednej z trzech wymienionych kategorii. Do tego wyłącza z karalności działalność artystyczną, edukacyjną, informacyjną, prasową i naukową oraz działania podejmowane w celu ochrony interesu publicznego. Sięga dalej, bo obejmuje też materiał udawany, o ile może wywołać przekonanie, że pokazuje rzecz prawdziwą. Zgoda osoby poniżanej niczego przy tym nie zmienia. Najuczciwsza odpowiedź na pytanie o granicę brzmi dziś tak: wyznaczą ją pierwsze wyroki, bo przepis obowiązuje od niedzieli i nie doczekał się jeszcze publicznie znanego rozstrzygnięcia. Do tego czasu warto pamiętać, że o kwalifikacji materiału nie decyduje sama jego drastyczność, tylko zbieg kilku warunków naraz.
Newsletter · DevstockAcademy & Kodożercy
Bądź na bieżąco ze światem IT, AI i automatyzacji
Co wtorek: newsy z branży, praktyczne tipy i narzędzia które warto znać. Zero spamu.




