W Sejmie kończyła się niedawno konferencja o nieoczywistym tytule – “Wojna o umysły. Strach, dywersja, dezinformacja”. Uczestniczący w niej wicepremier Radosław Sikorski sięgnął po wyjątkowo mocne sformułowanie. Rosja prowadzi wobec Polski pełnoskalową wojnę kognitywną. To nie jest figura retoryczna z kampanii politycznej. Wojna kognitywna jest bowiem pojęciem operacyjnym używanym w NATO, służbach wywiadowczych i agencjach cyberbezpieczeństwa. Opisuje natomiast konkretne uderzenia, które Polska otrzymuje od kilku lat.
Czego dotyczyło wystąpienie
Konferencja odbyła się 8 czerwca 2026 roku. Jej współgospodarzem była komisja parlamentarna zajmująca się bezpieczeństwem informacyjnym. Sikorski uczestniczył ponadto w niej zarówno jako wicepremier, jak i szef Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Według komunikatu MSZ minister mówił o działaniach Rosji ukierunkowanych na osłabianie zaufania społecznego. Wymienił też polaryzację debaty publicznej oraz wywieranie wpływu na decyzje wyborcze.
O rosyjskiej wojnie kognitywnej wobec Polski mówią dziś nie tylko publicyści. Już w styczniu 2025 roku zespół do spraw dezinformacji powołany przez rządową komisję ds. badania wpływów rosyjskich i białoruskich nazwał to zjawisko “długofalową wojną kognitywną”. Wystąpienie Sikorskiego rozwija tę diagnozę, ale mocniejszym słownictwem. Określenie “pełnoskalowa” przesuwa rozmowę z poziomu analiz eksperckich na poziom oficjalnej komunikacji szefa dyplomacji.
Czym dokładnie jest wojna kognitywna
Pojęcie “cognitive warfare” funkcjonuje w dokumentach NATO co najmniej od 2020 roku. Definiuje się je natomiast jako działania, które nie tyle uszkadzają infrastrukturę przeciwnika, ile zmieniają sposób myślenia społeczeństwa. Chodzi o to, jak ludzie podejmują decyzje i komu ufają. Cel nie jest kinetyczny, lecz mentalny. Wojnie konwencjonalnej towarzyszą czołgi i rakiety. Wojnie kognitywnej natomiast towarzyszą fałszywe artykuły, podrobione nagrania, manipulowane sondaże oraz spreparowane wiadomości w skrzynkach pocztowych.
W praktyce wojna kognitywna łączy kilka równoległych typów działań. Pierwszy to klasyczna dezinformacja, czyli celowo wprowadzane fałszywe informacje. Drugi to operacje wpływu, oparte na manipulowaniu prawdziwymi treściami w sposób zmieniający ich wydźwięk. Trzeci typ to działania psychologiczne wymierzone w konkretne grupy społeczne – na przykład rolników, kierowców transportu międzynarodowego albo żołnierzy. Wszystkie te narzędzia istnieją od dekad. W ostatnich latach zyskały jednak nowy katalizator – tani, dostępny i szybki model generatywnej AI.
Co AI dorzuca do tej skrzynki narzędziowej
Generatywna AI radykalnie zmieniła ekonomię takich kampanii. Według publicznych raportów Microsoft Threat Intelligence i OpenAI niewielkie zespoły potrafią dziś znacznie szybciej tworzyć oraz lokalizować duże ilości komentarzy, postów i materiałów wideo. Praca, która wcześniej wymagała większej grupy operatorów, mieści się w dużej części w jednym narzędziu. Dotyczy to również języka polskiego. Modele takie jak GPT czy Gemini znacznie poprawiły bowiem jakość pisania po polsku w ciągu ostatniego roku.
Drugą warstwą są natomiast deepfaki, czyli realistyczne fałszywe nagrania wideo lub audio generowane przez AI. W Polsce już w 2024 roku doszło do podrobienia głosu znanej osoby publicznej w reklamach inwestycyjnych typu “scam”. Materiały te krążyły miesiącami na portalach społecznościowych. Ich generowanie kosztowało napastników natomiast tyle, ile przeciętna subskrypcja narzędzia AI. Skala uderzeń rośnie ponadto razem z tym, jak tanieją modele do syntezy głosu i obrazu. O technicznych metodach wykrywania takich materiałów pisaliśmy w tekście o detekcji obrazów wygenerowanych przez AI poprzez artefakty częstotliwościowe.
Trzecia warstwa to klony zaufanych mediów. Najgłośniejszym przykładem jest operacja Doppelganger, opisana w 2024 roku przez Unię Europejską i Departament Sprawiedliwości USA. Polegała ona na tworzeniu fałszywych wersji znanych portali informacyjnych. Klony miały przy tym niemal identyczny układ, czcionkę i logo. Domeny wyglądały jak prawdziwe – na przykład z jednym znakiem różnicy w adresie. Publikowane na nich teksty rozsyłano natomiast w kampaniach reklamowych w portalach społecznościowych. W polskiej wersji operacji klonowano między innymi serwisy informacyjne dużych grup medialnych.
Pierwsza Misja AI · Kodożercy
Rozumiesz zagrożenia AI, gdy rozumiesz jak naprawdę działa
Kurs Pierwsza Misja AI ma dedykowaną lekcję o ciemnej stronie AI – halucynacje, deepfaki, manipulacja. Zanim zaczniesz się bać, zacznij rozumieć, czym jest narzędzie używane przeciwko nam.
Poznaj pełny program →

Co zostało wykryte w Polsce
Lista publicznie opisanych operacji wymierzonych w Polskę jest długa, choć nie zawsze widoczna w codziennej debacie. CERT Polska, realizujący zadania CSIRT NASK, regularnie raportuje bowiem kampanie phishingowe wymierzone w administrację publiczną i sektor energetyczny. W maju 2024 roku doszło do cyberataku na Polską Agencję Prasową, w którym opublikowano fałszywą depeszę o rzekomej mobilizacji. Przedstawiciele rządu ocenili wówczas, że za atakiem najprawdopodobniej stała strona rosyjska. Podobne sygnały obserwowano też przed wyborami parlamentarnymi w 2023 roku oraz w trakcie kampanii prezydenckiej w 2025 roku.
Druga, mniej spektakularna warstwa to natomiast systematyczne kampanie narracyjne. Skupiały się one na podzielonych tematach – granica białoruska, wsparcie dla Ukrainy, koszty energii, podejście do uchodźców. Według raportów EU DisinfoLab oraz polskich instytucji monitorujących dezinformację znaczna część treści była rozsyłana przez sieci powiązane z tak zwanymi farmami trolli. W wielu przypadkach automatyczne tłumaczenia oparte na modelach AI pozwalały tworzyć lokalne wersje materiałów oryginalnie napisanych po rosyjsku. Tego typu mechanizm dotarcia opisywaliśmy też przy okazji głośnej sprawy mapy Polski wygenerowanej przez AI w materiale TV Republika. Tam jednak celem nie była obca operacja, lecz zwykła oszczędność redakcyjna.
Co Polska robi w odpowiedzi
Reakcja Polski rozkłada się dziś na trzy poziomy. Pierwszy to poziom instytucjonalny – NASK, ABW, prokuratura oraz Ministerstwo Cyfryzacji prowadzą działania monitorujące i reagujące. NASK analizuje kampanie dezinformacyjne, a CSIRT NASK reaguje na incydenty cyberbezpieczeństwa. Państwo rozwija też strukturalnie Centrum Cyberbezpieczeństwa NASK, w ramach którego powstaje Krajowe Centrum Operacyjne Cyberbezpieczeństwa. Drugi poziom to współpraca europejska, między innymi w ramach unijnego Hybrid Toolbox.
Trzeci poziom jest natomiast najbardziej kłopotliwy. Dotyczy regulacji platform społecznościowych oraz odpowiedzialności firm technologicznych za treści generowane przez AI. Unijny akt o usługach cyfrowych nakłada na platformy obowiązki dotyczące moderacji. W praktyce skuteczność tych zapisów jest jednak dyskutowana. Sam fakt, że polski minister spraw zagranicznych musi publicznie nazywać działania obcego państwa wojną kognitywną, pokazuje skalę problemu. W debacie pojawiają się dlatego propozycje obowiązkowego oznaczania treści generowanych przez AI. Mowa też o silniejszych mechanizmach weryfikacji tożsamości na największych platformach. Żadna z tych propozycji nie weszła jeszcze w życie.
Podsumowanie
Wojna kognitywna nie kończy się ogłoszeniem zwycięstwa. Jej skuteczność widać dopiero latami – w spadku zaufania do mediów, w utwardzonych podziałach społecznych i w decyzjach wyborczych podjętych pod wpływem treści, których nikt nigdy nie zweryfikował. Sikorski nazwał ją wprost po to, by przesunąć dyskusję z poziomu pojedynczych incydentów na poziom strategii państwa. Po stronie Polski stoi natomiast pytanie, czy traktujemy to jak doraźną ciekawostkę dyplomatyczną, czy jak kierunek wymagający długiej i kosztownej odpowiedzi.
Newsletter · DevstockAcademy & Kodożercy
Bądź na bieżąco ze światem IT, AI i automatyzacji
Co wtorek: newsy z branży, praktyczne tipy i narzędzia które warto znać. Zero spamu.



