Plik, który jedna z polskich agencji SEO nazywa realną przewagą konkurencyjną, robot OpenAI pobrał przez dwanaście tygodni siedem razy. Robot Anthropica dziewięć. Perplexity nie sięgnął po niego ani razu. Te same roboty pobierały w tym czasie plik robots.txt tysiące razy, z tych samych stron. Liczby pochodzą z analizy dzienników serwerowych 83 witryn, którą opublikowała firma ezy.ai. To publiczny pomiar tego, czy llms.txt trafia do odbiorców, dla których się go pisze. Jeden robot wyłamuje się z tego obrazu na tyle mocno, że zmienia wnioski.
Ile razy boty AI pobrały llms.txt
Badanie objęło okres od 27 kwietnia do 19 lipca 2026 roku. Plik był wystawiony na wszystkich 83 stronach przez całe dwanaście tygodni. Każde pobranie widać było w dziennikach po stronie serwera. Dla porównania w tabeli stoi robots.txt, czyli plik sprawdzany przez roboty rutynowo.
| Robot | robots.txt | llms.txt |
|---|---|---|
| Googlebot | 5 125 | 67 |
| OpenAI (rodzina GPTBot) | 3 990 | 7 |
| Anthropic (ClaudeBot) | 3 120 | 9 |
| PerplexityBot | 775 | 0 |
| Meta-ExternalAgent | 172 | 193 |
Zanim pójdziemy dalej, jedno zastrzeżenie od razu. To mała i nieprzypadkowo dobrana próba, a badanie opublikowała firma sprzedająca usługi widoczności w AI. Wracamy do tego w osobnej sekcji, bo bez tego liczby znaczą mniej, niż się wydaje.
Proporcje mówią tu więcej niż same liczby. Robot OpenAI zajrzał do robots.txt blisko sześćset razy częściej niż do nowego pliku. U Anthropica to około trzystu pięćdziesięciu razy. Perplexity pobrało robots.txt 775 razy i nie zajrzało do drugiego pliku ani razu. Leżał tam przez cały czas trwania badania.
Meta jest jedynym wyjątkiem i to jest tu najciekawsze
Ostatni wiersz tabeli wygląda inaczej niż wszystkie pozostałe. Meta-ExternalAgent pobrał nowy plik 193 razy, a robots.txt 172 razy. To jedyny robot z tej piątki, który sięgnął po nowość częściej niż po standard.
Autorzy badania nie wyjaśniają, dlaczego akurat Meta to robi. My też nie będziemy zgadywać. Praktyczny wniosek jest za to jasny. Teza “nikt tego nie czyta” jest nieprawdziwa, bo jedna duża firma czytała regularnie. Prawdziwa jest teza węższa i mniej chwytliwa. Na tych 83 stronach i w tym okresie roboty OpenAI oraz Anthropica sięgały po plik sporadycznie, a PerplexityBot ani razu.
Plik bywa za to czytany przez zupełnie inną publiczność. Boty generyczne i niezweryfikowane pobrały go 1 001 razy, a ludzie 564 razy. Wśród stron, na których ktokolwiek go pobrał, mediana od wdrożenia do pierwszego pobrania wyniosła zero dni. W tej grupie samo wykrycie pliku nie było więc problemem. Brakuje czegoś innego i to jest sedno sprawy.
Google mówi to samo wprost, tylko innym językiem
Najmocniejszy dowód w tej sprawie nie pochodzi z badania. Pochodzi z dokumentacji samego Google. Strona o funkcjach AI w wyszukiwarce mówi wprost, że do pojawienia się w AI Overviews nie ma dodatkowych wymagań. Nie ma tam też potrzeby specjalnych optymalizacji. Jest za to zdanie, które warto znać na pamięć.
W naszym tłumaczeniu brzmi ono tak: nie musisz tworzyć nowych plików przeznaczonych do odczytu maszynowego, plików tekstowych dla AI ani znaczników, aby pojawić się w tych funkcjach. Google nie wymienia przy tym żadnego pliku z nazwy. Opisuje jednak dokładnie kategorię, do której nasz bohater należy. Trzeba czytać to precyzyjnie: dokumentacja mówi, że taki plik nie jest potrzebny, a nie że jest szkodliwy albo bezużyteczny. Kto przedstawia go jako warunek pojawienia się w AI Overviews, ten wychodzi poza to, co pisze Google.
Czego to badanie nie rozstrzyga
Warto powiedzieć, gdzie leżą granice tych danych. Próba jest mała. Osiemdziesiąt trzy strony to dużo jak na czyjeś dzienniki udostępnione publicznie. To jednak mało jak na wniosek o zachowaniu robotów w całym internecie. Autorzy sami piszą, że panel jest przechylony w stronę małych firm. Chodzi o właścicieli, którzy szukali narzędzia do widoczności w AI. To nie jest przekrój sieci, tylko przekrój jednego rodzaju klienta.
Dochodzi konflikt interesów, o którym też mówią otwarcie. Ezy.ai sprzedaje usługi widoczności w AI i generuje oba pliki jednym kliknięciem. Ma więc interes w takim ustawieniu hierarchii. Ujawnienie tego działa na ich korzyść, ale problemu nie znosi. Sam materiał opublikowano 27 lipca 2026 roku, a szerzej rozszedł się dopiero teraz.
Skala samego wdrażania rośnie zresztą szybko. Autorzy przywołują pomiar Originality.ai, według którego liczba takich plików urosła w rok 8,8 raza. Serwis naliczył ich 36 120 wśród trzech milionów skanowanych stron. To liczba cudza, nie własny pomiar autorów badania. Zestawienie obu pomiarów pokazuje jednak rozjazd między tempem wdrażania a tempem czytania.
Największe zastrzeżenie jest jednak inne. Pobranie pliku to nie to samo co jego wykorzystanie. Brak pobrania też nie dowodzi, że plik jest bez znaczenia w innym miejscu procesu. Dlatego wniosek brzmi wąsko. Na tych stronach i w tym oknie czasowym trzy z pięciu robotów sięgały po plik rzadko albo wcale, a Meta regularnie.
Dostęp AI rozstrzyga dziś robots.txt
Z całego materiału płynie jedna rada praktyczna. Jest warta więcej niż cała dyskusja o nowym standardzie. Autorzy piszą, że to robots.txt rozstrzyga dziś o dostępie AI do treści. Dodają, że strony przypadkiem blokują tam GPTBota i ClaudeBota, nie mając o tym pojęcia.
To jest kolejność, którą warto odwrócić w rozmowie z agencją. Zanim dopiszesz nowy plik, sprawdź, czy stary nie zamyka drzwi. Zajmuje to minutę. Wpisz adres swojej strony z końcówką /robots.txt i poszukaj reguł Disallow przy nazwach robotów AI. Szukasz linii z nazwą w rodzaju GPTBot albo ClaudeBot, a pod nią ukośnika przy słowie Disallow. Taka para zamyka całą stronę przed tym robotem. Blokada bywa dziedziczona z szablonu albo z wtyczki. Czasem została po ustawieniu sprzed lat, gdy blokowanie robotów AI było modne.
Druga rzecz to treść, a nie pliki konfiguracyjne. Opisywaliśmy wcześniej, jak działa manipulowanie rekomendacjami modeli. Widać tam ten sam mechanizm. O pozycji w odpowiedzi modelu decyduje treść i to, co piszą o tobie źródła zewnętrzne. Badanie nie pokazuje zresztą, czy pobranie pliku prowadziło potem do jakiegokolwiek cytowania. Dobre praktyki w pozycjonowaniu wspartym przez AI nie zmieniły się z powodu tego standardu.
Pierwsza Misja AI · Kodożercy
Używasz AI codziennie, ale czy robisz to dobrze?
Kurs Pierwsza Misja AI pokaże Ci techniki promptowania, które naprawdę działają. Praktyczne ćwiczenia z prawdziwym GPT-4, gamifikacja i certyfikat.
Sprawdź program kursu →

Co zrobić z tym plikiem na własnej stronie
Odpowiedź brzmi: zostaw go albo dodaj, ale przestań traktować jak inwestycję. Autorzy badania bronią go zresztą mocniej, niż wynikałoby z ich własnych liczb. Nazywają go tanią polisą zgodną ze standardem, wartą posiadania na każdej stronie. Argumentem jest to, że Meta już go czyta, a reszta może dołączyć. Dodają jednak zdanie najważniejsze w całym materiale. Kto sprzedaje ten plik jako sposób na bycie cytowanym, ten wyprzedza dowody.
Tu wracamy do polskiego podwórka, bo to zdanie ma u nas konkretny adresat. Jedna z krajowych agencji pisze w swoim poradniku, że wdrożenie pliku zwiększa szansę na rekomendację firmy przez AI, i nazywa to realną przewagą konkurencyjną. Inna, bardziej powściągliwa, określa go jako ewolucję w dostarczaniu danych, a nie rewolucję. Po tych liczbach bliżej nam do drugiego stanowiska.
W praktyce oznacza to trzy rzeczy. Wygenerowanie pliku jest tanie i nie wymaga zmian na stronie, więc nie ma powodu go usuwać. Osobna pozycja w wycenie za jego wdrożenie wymaga pytania o dane. Chodzi o to, na czym opiera się obiecany efekt. Budżet, który miałby na to pójść, zrobi więcej pożytku gdzie indziej. Lepiej wydać go na sprawdzenie robots.txt i na treść, którą model ma co cytować.
Najczęstsze pytania
Czy warto wdrożyć llms.txt w 2026 roku?
Warto, ale z właściwym oczekiwaniem. Plik jest tani, zgodny ze standardem i realnie czytany przez robota Meta. Nie ma więc powodu z niego rezygnować. To badanie nie pokazuje natomiast, czy plik wpływa na widoczność. Google pisze wprost, że nowe pliki do odczytu maszynowego nie są potrzebne do pojawienia się w funkcjach AI.
Czym ten plik różni się od robots.txt?
Robots.txt mówi robotom, czego nie wolno im pobierać. W omawianym badaniu każdy z pięciu robotów sprawdzał go setki albo tysiące razy. Nowszy plik jest propozycją standardu i ma podpowiadać modelom, gdzie leży wartościowa treść. Pierwszy rozstrzyga o dostępie i działa dziś. Drugi jest deklaracją, po którą na razie sięga głównie Meta.
Podsumowanie
Analiza dzienników serwerowych z 83 stron objęła dwanaście tygodni. Robot OpenAI pobrał w tym czasie llms.txt siedem razy, robot Anthropica dziewięć, a Perplexity ani razu. Plik robots.txt schodził z tych samych serwerów tysiącami. Wyjątkiem jest Meta, która sięgnęła po nowy plik 193 razy, czyli częściej niż po stary. Próba jest mała i przechylona w stronę małych firm. Badanie opublikowała firma sprzedająca usługi widoczności w AI. Traktujemy je więc jako mocną wskazówkę, nie jako dowód o całym internecie. Niezależnie od tych zastrzeżeń Google pisze we własnej dokumentacji, że do AI Overviews nie trzeba nowych plików maszynowych. Praktyczny wniosek jest prosty. Zostaw ten plik jako tanią polisę, a czas poświęć na robots.txt i na treść.
Newsletter · DevstockAcademy & Kodożercy
Bądź na bieżąco ze światem IT, AI i automatyzacji
Co wtorek: newsy z branży, praktyczne tipy i narzędzia które warto znać. Zero spamu.




