Silnik odrzutowy ma kilkadziesiąt tysięcy części. Cykl jego projektowania trwa kilka lat – od pierwszej kreski do certyfikacji. Bezos założył startup, który chce ten cykl skrócić algorytmem zamiast części pracy działu konstrukcyjnego. Prometheus Bezosa, prowadzony razem z Vikiem Bajajem, ujawnił 11 czerwca 2026 rundę Series B na 12 mld dolarów. Wycena sięga 41 mld dolarów, a firma zatrudnia tymczasem około 150 osób. Daje to około 80 mln dolarów świeżego kapitału na każdego pracownika, zanim pokazała światu jakikolwiek fizyczny produkt. Tak dużej rundy nie spotyka się ani w klasycznym przemyśle, ani w spółkach SaaS. Dlatego inwestorzy stawiają tu na tezę, której jeszcze nie potrafi nikt udowodnić w praktyce. Że AI projektująca fizyczne urządzenia będzie nową, samodzielną kategorią technologii. Nie chatbot czy asystent tylko inżynier.
Liczby, których nie da się zignorować
Runda jest zaskakująca z trzech powodów. Po pierwsze, 12 mld dolarów Series B to suma, która w klasycznych branżach przemysłowych starczyłaby na lata działalności. Dla Prometheus to natomiast dopiero start. Po drugie, wycena na poziomie 41 mld dolarów stawia spółkę po pierwszym dużym ujawnieniu już blisko górnej półki prywatnych spółek AI. Dla porównania, jeszcze rok temu na podobnym etapie były podmioty mające za sobą lata operacji i miliony użytkowników. Po trzecie, struktura zespołu zupełnie nie pasuje do tej kwoty. Około 150 pracowników to skala niedużego software house’u, a nie organizacji, która ma dostarczyć przemysłową rewolucję.
Jeszcze ciekawiej wygląda to, czego firma jeszcze nie pokazała. Prometheus nie ma publicznego produktu. Nie opublikował demo, nie podał benchmarków i nie ujawnił, kiedy planuje pierwsze wdrożenia komercyjne. Z perspektywy klasycznego inwestora venture capital to równa się stawianiu wysokiej sumy na deklarację. Z kolei z perspektywy 2026 roku jest to po prostu logiczne. Po falach inwestowania w generatywne chatboty, infrastrukturę obliczeniową dla wielkich modeli i agentowe płatności kapitał szuka teraz kolejnej fali AI. Takiej, w której wycena może rosnąć kolejny raz z rzędu. Inżynieria fizycznych produktów wygląda dlatego jak pole, na którym poprzednia generacja modeli językowych ledwo zaczęła się pojawiać.
Artificial general engineer, czyli AI która projektuje
Nazwa, którą sami założyciele przykleili do swojej technologii, brzmi artificial general engineer. Hasło jest zręcznie wymyślone, bo nawiązuje do skrótu AGI, którym branża żyje od trzech lat. Tutaj jednak G zamiast “general intelligence” oznacza “general engineer”. Czyli system, który nie odpowiada na pytania, lecz projektuje urządzenia. Według publicznych komunikatów Prometheus chce, by AI dało się skierować do bardzo różnych branż przemysłowych. Mowa o silnikach odrzutowych, urządzeniach medycznych i elektronice użytkowej. Architektury samego systemu firma jednak nie ujawniła, więc nie wiadomo, czy to ma być jeden wspólny model dla wszystkich tych dziedzin, czy rodzina rozwiązań pod wspólnym szyldem.
Dlaczego słowo “general” zmienia stawkę
Dzisiejsze narzędzia projektowe w przemyśle są wąsko specjalizowane. Ansys liczy obciążenia konstrukcji, Solidworks rysuje detale mechaniczne, Cadence projektuje układy elektroniczne. Z kolei różne biblioteki generative design wymyślają nieoczywiste kształty części pod konkretne wymagania. Każde z tych narzędzi obsługuje jednak tylko jedną klasę problemów. Prometheus, sądząc po przekazie firmy, chce zapełnić tę lukę narzędziem, które dałoby się przekierować na różne klasy urządzeń bez budowania osobnego rozwiązania dla każdej branży. Czy to się uda, jest osobnym pytaniem, na które nie ma jeszcze publicznych dowodów.
Co Prometheus naprawdę pokazał, a czego jeszcze nie
Prometheus pokazał skalę finansowania i misję. To na razie wszystko. Firma nie zaprezentowała demo, nie ujawniła architektury modelu, nie podała pierwszego klienta ani branżowego partnera. Nie wiadomo również, czy bliżej jej do generative design z lat 2020-2024. W takim modelu AI tylko optymalizuje gotowy projekt. Bliżej zaś byłoby do prawdziwego inżyniera od zera, który dostaje wymagania i zwraca kompletny zestaw rysunków. Branża przyglądnie się tej różnicy z uwagą. Optymalizacja istniejących części jest bowiem praktycznym, sprzedanym już produktem. Generowanie kompletnych konstrukcji od zera to natomiast wciąż nierozwiązany problem badawczy, na którym potykają się największe zespoły.
Bezos broni AI, gdy uruchamia firmę projektującą za inżynierów
Najbardziej intrygujący jest sam moment komunikacyjny tej zapowiedzi. Bezos w tym samym tygodniu odpierał publicznie obawy o to, że AI masowo zabierze pracę. Wall Street Journal opisał jego stanowisko tytułem “Bezos Bats Down AI Job Loss Fears While Launching New Venture”. Tu jednak ta uspokajająca narracja wybrzmiewa w specyficznym kontekście. Bezos uruchamia bowiem firmę, której cała propozycja wartości polega na tym, że AI ma przejmować część pracy inżynierów konstrukcyjnych. Trudno o lepiej skrojony test dla jego deklaracji.
Dyskusja o tym, ile pracy z biura konstrukcyjnego naprawdę da się przesunąć na model AI, dopiero się zaczyna. Z jednej strony branża pamięta wcześniejsze fale automatyzacji. Upowszechnienie narzędzi CAD w kolejnych dekadach od lat osiemdziesiątych zmieniło zakres obowiązków kreślarzy. Część etatów zniknęła, choć tempo i skala tego procesu różniły się między krajami i specjalizacjami. Z drugiej strony, projektowanie urządzeń, które mają działać w realnym świecie, wymaga warstwy odpowiedzialności, której narzędzie samo nie weźmie na siebie. Ktoś musi sprawdzić, czy proponowana konstrukcja nie pęknie pod obciążeniem. Realna gra toczy się więc o to, ile rutynowych iteracji da się przenieść na model i jak rynek wyceni nową odpowiedzialność za weryfikację jego propozycji.
Pierwsza Misja AI · Kodożercy
AI zmienia rynek pracy. Zacznij rozumieć o co chodzi
Bezos mówi, że AI nie zabierze pracy. Bezpieczniej jest jednak rozumieć, co dokładnie potrafi, zanim ktoś inny podejmie tę decyzję za ciebie. Kurs Pierwsza Misja AI to najkrótszy kurs Kodożerców, po którym naprawdę wiesz, gdzie kończy się hype, a zaczyna realna zmiana zawodu.
Dołącz do kursantów →

Co Prometheus może znaczyć dla polskich biur konstrukcyjnych
Polski przemysł projektowy jest większy, niż często się o nim mówi. Mowa o setkach biur konstrukcyjnych obsługujących motoryzację, energetykę, lotnictwo, sprzęt medyczny i elektronikę przemysłową. Wiele z nich pracuje na zlecenia zagranicznych marek. Dlatego mogą trafić na narzędzia takie jak Prometheus szybciej, niż gdyby decyzję podejmował polski klient końcowy. Z kolei dla polskich firm produkcyjnych pierwsza realna zmiana raczej nie przyjdzie z samą premierą Prometheus. Może przyjść dopiero w momencie, w którym zachodni zleceniodawcy zaczną wymagać od polskich poddostawców pracy w AI-wspomaganej metodologii. To jednak scenariusz, którego nie da się dziś rozpisać na konkretny rok, a o jego skali zdecyduje to, jak szybko Prometheus i jego konkurenci pokażą realne wdrożenia. Branża projektowa stoi natomiast przed pytaniem już dziś. Czy traktuje narzędzia tego typu jak instrument, którym ma się posługiwać sam inżynier, czy jak nowego uczestnika rywalizacji o tę samą godzinę pracy.
Podsumowanie
Prometheus dorzucił do branży nową obietnicę. Po wycenach na chatboty pojawiła się ogromna wycena na coś, co miałoby projektować fizyczne urządzenia. Liczby robią wrażenie, ale na razie pozostają obietnicą bez produktu. Najciekawsze pytania – o pierwszego klienta, o pierwsze branżowe wdrożenie, o relację z istniejącymi narzędziami CAD – poznamy dopiero w kolejnych miesiącach. To jest moment, który warto zachować w pamięci, bo od niego zaczyna się nowy rozdział wyceniania kapitałów na AI w przemyśle.
Newsletter · DevstockAcademy & Kodożercy
Bądź na bieżąco ze światem IT, AI i automatyzacji
Co wtorek: newsy z branży, praktyczne tipy i narzędzia które warto znać. Zero spamu.



