Reklamę z twarzą znanego polskiego przedsiębiorcy, zachęcającą do inwestycji, widział prawie każdy. Sam zainteresowany zwykle nie ma o niej pojęcia. Oszustwa na Facebooku żyją właśnie z tego, że cudza twarz wygląda wiarygodnie. Ministerstwo Cyfryzacji zapytało Metę wprost, ile takich reklam krąży po polskim rynku i jak szybko znikają. Spółka odpowiedziała na jedenastu stronach i podała dane, których nie było wcześniej w żadnym publicznym raporcie. Przez dwanaście miesięcy usunęła 137 tysięcy pochodzących z Polski reklam, czyli blisko 375 dziennie. Obok tego podaje około 380 tysięcy usuniętych treści z Facebooka, Instagrama i Threads. Na trzy z dziewięciu pytań odpowiedzi jednak nie ma, a akurat te trzy dotyczyły spraw najbliższych osobie poszkodowanej.
Oszustwa na Facebooku w Polsce: Meta pierwszy raz podała liczby
Dane dotyczące samej Polski pojawiają się w tej sprawie po raz pierwszy. Obejmują okres od lipca 2025 do czerwca 2026. Spółka zaznacza przy nich, że przekazuje je “z zachowaniem ścisłej poufności”. Ministerstwo opublikowało całą wymianę pism razem z tym zastrzeżeniem.
Skala robi wrażenie dopiero po przeliczeniu na dobę. 137 tysięcy usuniętych reklam to około 375 dziennie, czyli kilkanaście na każdą godzinę, przez okrągły rok. Druga liczba z tego samego okresu to około 380 tysięcy treści usuniętych z Facebooka, Instagrama i Threads. Chodzi o łamanie zasad dotyczących oszustw i wyłudzeń. Pismo podaje obie liczby osobno i nie rozstrzyga, czy reklamy mieszczą się w tej większej.
Kolejna liczba warta uwagi to ponad 88 procent. Tyle reklam z Polski Meta zdjęła, zanim ktokolwiek je zgłosił. Brzmi nieźle, dopóki nie policzy się reszty. Pozostałe niecałe 12 procent to blisko 16 tysięcy reklam. Wisiały na platformie na tyle długo, że zdążył je zobaczyć i zgłosić żywy człowiek. Każde takie zgłoszenie znaczy, że automat nie zadziałał, a ktoś miał już tę reklamę przed oczami.
Na trzy z dziewięciu pytań odpowiedzi nie ma
List wicepremiera Krzysztofa Gawkowskiego z 18 sierpnia zawierał dziewięć ponumerowanych pytań i termin siedmiu dni. Odpowiedź nosi datę 25 sierpnia, a ministerstwo opublikowało całą korespondencję dzień później. Meta zmieściła się więc w terminie, a jej pismo jest w tonie współpracy i proponuje spotkanie. Przy trzech pozycjach kończy się jednak stwierdzeniem, że danych nie ma albo że nie można ich podać.
Pytanie piąte dotyczyło liczby zgłoszeń od użytkowników w Polsce i liczby reklam usuniętych w ich następstwie. Odpowiedź brzmi: “Nie jesteśmy w stanie przedstawić tego wskaźnika w odniesieniu do konkretnego kraju”. W zamian pojawiają się dane dla całej Unii. W drugiej połowie 2025 roku spółka podjęła tam prawie 22 miliony działań wobec oszustw na obu platformach razem.
Pytanie czwarte było jeszcze bardziej praktyczne. Ile średnio mija od zgłoszenia oszukańczej reklamy do jej usunięcia? Meta podaje mediany dla wszystkich zgłoszeń naraz, razem z mową nienawiści i naruszeniami praw autorskich. Wychodzi 14,8 godziny na Facebooku i 48,18 godziny na Instagramie. Zaraz potem sama zastrzega, że jej raporty “nie są podzielone według tego, czy dana treść została uznana za oszukańczą reklamę”. Na zadane pytanie odpowiedzi więc nie ma.
Trzecia luka dotyczy spraw z wizerunkiem Rafała Brzoski i innych polskich przedsiębiorców. Tu spółka powołuje się na toczące się postępowania sądowe i zamiast konkretnych działań opisuje mechanizm ogólny. To nie pierwszy raz, gdy ta sama firma tłumaczy się polskiej administracji. Wcześniej poszły w Polsce pytania o jej przychody i podatek.
Rozpoznawanie twarzy chroni tylko tych, którzy się zapisali
W odpowiedzi Mety wraca zdanie powtórzone trzy razy, za każdym razem w tym samym brzmieniu. Spółka porównuje podejrzaną reklamę ze zdjęciami profilowymi osoby publicznej i odrzuca ją, zanim się wyświetli. Robi to jednak wyłącznie “wobec osób publicznych, które wyraziły na to zgodę”.
Ochrona wizerunku jest więc usługą, do której trzeba się wcześniej zapisać. Przedsiębiorca, który nigdy o niej nie słyszał, nie jest nią objęty. Nie zmienia tego skala, w jakiej jego twarz krąży po platformie. Pismo nie wyjaśnia też, co taka zgoda oznacza dla reklam wyświetlonych wcześniej.
Drugie narzędzie wygląda podobnie. Meta udostępnia system zgłaszania nadużyć znaków towarowych “uprawnionym podmiotom, w tym polskim bankom i dużym przedsiębiorstwom”. Sformułowanie jest w piśmie dokładnie takie, a “w tym” oznacza przykłady, nie zamkniętą listę. Meta nie wyjaśnia jednak, czy ten sam dostęp ma jednoosobowa działalność albo nieduża marka, której nazwę ktoś wykorzystał w kampanii inwestycyjnej. Zwykły formularz zgłoszeniowy pismo wymienia osobno, jako narzędzie dostępne dla każdego użytkownika.
Jak zgłosić oszukańczą reklamę i gdzie jeszcze to zrobić
Z pisma Mety wynika jedna rzecz pocieszająca. Zgłoszenia realnie coś zmieniają, bo uruchamiają ścieżkę, której automat nie zamknął. Sama platforma jest przy tym tylko pierwszym z kilku miejsc.
Zgłoszenie na samej platformie
Reklamę zgłasza się z jej poziomu, przez menu przy poście. Meta prowadzi też osobne Centrum Ochrony przed Oszustwami, w którym zbiera zgłoszenia i porady dotyczące odzyskiwania kont. Zgłoszenie złożone jako naruszenie prawa, a nie samego regulaminu, trafia do kanału opisanego w akcie o usługach cyfrowych. To właśnie jego dotyczą mediany czasu reakcji podawane przez spółkę.
Gdzie zgłosić oszustwo internetowe poza Facebookiem
Meta wymienia w piśmie polskie instytucje z bezpośrednim kanałem zgłoszeń u niej. To praktyczna wskazówka dla poszkodowanego. Podejrzane strony i wiadomości przyjmuje zespół CERT Polska działający w NASK. Fałszywe oferty inwestycyjne i podszywanie się pod instytucje finansowe zbiera Komisja Nadzoru Finansowego na liście ostrzeżeń publicznych. Jeśli doszło do straty pieniędzy, sprawę zgłasza się policji, a kwalifikację prawną ustalają organy. Wśród instytucji z bezpośrednim kanałem u Mety pismo wymienia też Centralne Biuro Zwalczania Cyberprzestępczości. Gdy w grę wchodziły dane osobowe, przyda się wiedza, co realnie blokuje zastrzeżenie numeru PESEL. Samo zgłoszenie reklamy niczego w tej sprawie nie załatwia.
Pierwsza Misja AI · Kodożercy
AI bez technikaliów – kurs i certyfikat
Pierwsza Misja AI to kurs Kodożerców dla absolutnych początkujących. Fabuła w konwencji science fiction, gamifikacja, ćwiczenia na żywym modelu, certyfikat na koniec.
Zacznij Pierwszą Misję →

Biblioteka reklam pokazuje, kto zapłacił za reklamę
Jest jedno narzędzie, które w tej sprawie działa od razu i nie wymaga niczyjej zgody. Meta przypomina o nim w piśmie, bo wynika z artykułu 39 aktu o usługach cyfrowych. To biblioteka reklam, publiczna wyszukiwarka wszystkich reklam wyświetlanych w Unii.
Wpisuje się w nią nazwę profilu albo hasło i widać treść reklamy, reklamodawcę, płatnika, parametry kierowania i zasięg. Dane zostają dostępne w czasie emisji i jeszcze przez rok po jej zakończeniu. Dla kogoś, kto zobaczył podejrzaną reklamę, to najszybszy sposób sprawdzenia nadawcy. Widać, kto został wskazany jako reklamodawca i kto za reklamę zapłacił.
Ten sam mechanizm bywa użyteczny w drugą stronę. Jeśli ktoś podszywa się pod twoją markę, biblioteka pokaże, ile kampanii z nią działa i kto za nie płaci. Zrzut ekranu z tej wyszukiwarki jest konkretnym materiałem do zgłoszenia, znacznie mocniejszym niż opis z pamięci. Fałszywe treści powstają dziś szybciej niż kiedykolwiek, bo przygotowanie przekonującego wyłudzenia zajmuje z AI kilka minut.
Akt o usługach cyfrowych obowiązuje, polska ustawa wciąż jest w Sejmie
List wicepremiera opiera się w całości na prawie unijnym i wymienia konkretne przepisy. Artykuł 26 nakazuje platformom pokazywać, że dana treść jest reklamą i kto za nią zapłacił. Artykuły 34 i 35 każą największym platformom identyfikować ryzyka systemowe i realnie je ograniczać. Facebook i Instagram mają w Unii status bardzo dużych platform, więc podlegają najostrzejszym obowiązkom.
Tu pojawia się rzecz, która tłumaczy formę całej sprawy. Ministerstwo pisze list, a nie wystawia decyzję. Krajowym koordynatorem do spraw usług cyfrowych jest Prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej, a ustawa wzmacniająca jego kompetencje wciąż idzie przez Sejm. Rząd przyjął ten projekt w czerwcu 2026 roku.
Dopóki krajowy system egzekwowania nie działa w pełni, narzędziem pozostaje presja i postępowania prowadzone przez Komisję Europejską. Wicepremier napisał w liście, że oczekuje “nie kolejnej deklaracji, lecz konkretnych działań”. Odpowiedź Mety zawiera jedną deklarację z datą. Do końca 2026 roku 90 procent jej globalnych przychodów reklamowych ma pochodzić od zweryfikowanych reklamodawców, wobec 70 procent dzisiaj.
Miliard złotych kary dla Mety: wniosek do Komisji Europejskiej
Dzień po opublikowaniu tej korespondencji sprawa dostała ciąg dalszy. Wicepremier Krzysztof Gawkowski poinformował 27 sierpnia na platformie X, że wysłał do Komisji Europejskiej formalny wniosek o ukaranie Mety kwotą 250 milionów euro, czyli około miliarda złotych. Do wpisu dołączył pierwszą stronę pisma. Jest datowane na 26 sierpnia 2026 roku. Adresatką jest Henna Virkkunen, wiceprzewodnicząca wykonawcza Komisji Europejskiej do spraw suwerenności technologicznej, bezpieczeństwa i demokracji. Decyzję podjął, jak sam napisał, “po analizie materiałów, w tym tych otrzymanych od Meta”.
We wniosku pojawia się liczba, której nie było w żadnym z dwóch pism opisanych wyżej. Ministerstwo powołuje się na test przeprowadzony przez CERT Polska. Zespół zgłosił Mecie 122 reklamy zakwalifikowane jako oszustwa. W 106 przypadkach, czyli w 86,8 procenta zgłoszeń, spółka zakończyła sprawę decyzją o nieusunięciu reklamy. Usunęła dziesięć reklam, a przy sześciu nie odpowiedziała w ogóle. To jest praktyczna odpowiedź na pytanie piąte z listu, czyli o los zgłoszeń z Polski, na które Meta odpisała, że nie jest w stanie przedstawić tego wskaźnika dla konkretnego kraju.
Warto od razu powiedzieć, czego na dziś nie wiadomo. Źródłem informacji o wysłaniu wniosku jest wypowiedź samego ministra i zdjęcie pierwszej strony pisma. Komisja Europejska nie potwierdziła publicznie, że wniosek do niej wpłynął, a na stronie ministerstwa nie ma osobnego komunikatu w tej sprawie. Podstawą prawną są te same artykuły 34 i 35 aktu o usługach cyfrowych, o których mowa wyżej. Karę wymierza Komisja Europejska, a nie polski rząd. Pismo jest więc wnioskiem o wszczęcie postępowania, nie decyzją o karze.
Podsumowanie
Z tej wymiany pism zostają trzy rzeczy warte zapamiętania na dłużej niż jeden dzień. Oszustwa na Facebooku mają wreszcie w Polsce rząd wielkości: 137 tysięcy usuniętych reklam rocznie. Około 16 tysięcy z nich zdjęto dopiero po zgłoszeniu od użytkownika. Druga sprawa to ochrona wizerunku, która nie włącza się sama. Rozpoznawanie twarzy działa wyłącznie dla osób publicznych z wcześniejszą zgodą, a narzędzie ochrony marki pismo pokazuje na przykładzie banków i dużych przedsiębiorstw. Zostaje wreszcie pytanie bez odpowiedzi: ile trwa usunięcie zgłoszonej oszukańczej reklamy. Meta podaje, że jej raporty nie wyodrębniają czasu reakcji dla tej kategorii. Dopóki polska ustawa o egzekwowaniu unijnych przepisów nie wejdzie w życie, najskuteczniejszym narzędziem użytkownika zostaje zgłoszenie i biblioteka reklam. Samo ministerstwo przeniosło tymczasem sprawę na poziom unijny, wnioskiem o karę dla Mety.
Newsletter · DevstockAcademy & Kodożercy
Bądź na bieżąco ze światem IT, AI i automatyzacji
Co wtorek: newsy z branży, praktyczne tipy i narzędzia które warto znać. Zero spamu.




