Prawie wszyscy klikają “akceptuj wszystkie”, choć prawie nikt tego nie chce. Koalicja europejskich organizacji konsumenckich podaje, że zgodę w okienku wyraża do 90 procent użytkowników, a realnie na śledzenie godzi się około 3 procent. Unia Europejska miała już gotowy sposób, żeby ten rozjazd zlikwidować: jedno ustawienie w przeglądarce zamiast okienka na każdej stronie. Przepis zniknął jednak ze stanowiska Rady Unii Europejskiej z 18 czerwca 2026 roku. Wśród państw, które o to zabiegały, znalazła się Polska.
Co miało zastąpić okienko na każdej stronie
Chodzi o artykuł 88b RODO, jeden z elementów pakietu nazwanego Digital Omnibus, który Komisja Europejska zaproponowała jesienią 2025 roku. Pomysł był prosty na tyle, że aż zaskakuje, dlaczego nie wpadł nikomu do głowy wcześniej. Zamiast pytać człowieka o zgodę na każdej witrynie osobno, przeglądarka wysyłałaby stronom automatyczny sygnał z preferencjami użytkownika. Ustawiasz raz, że nie chcesz być śledzony, i temat jest zamknięty.
Mechanizm nie jest żadną nowinką techniczną. Przeglądarka od lat przekazuje serwisom informację o preferowanym języku i nikt nie uważa tego za rewolucję. Nowe przepisy miały jedynie nadać takiemu sygnałowi moc prawną. Przy tym zostawiały furtkę na zgodę udzielaną osobno, dla konkretnej strony albo konkretnego celu. Komisja liczyła, że zdejmie w ten sposób obowiązek z ponad 450 milionów mieszkańców Unii. Dziś wykonują go odruchowo i bez zrozumienia.
Polska wśród państw, które chciały zostawić banery
W dokumencie z 18 czerwca 2026 roku Rada Unii Europejskiej wykreśliła artykuł 88b w całości. Organizacja noyb, założona przez Maxa Schremsa, od lat wygrywa w Europie sprawy o ochronę danych. To ona wskazała trzy państwa, które zabiegały o wykreślenie przepisu: Niemcy, Francję i Polskę. Ustalenie potwierdza niezależnie serwis Digital Watch Observatory, który śledzi przebieg unijnych negocjacji.
Warto zatrzymać się przy tym, co ta decyzja oznacza dla polskiego internauty. Nie chodzi o karę ani o nowy obowiązek. Chodzi o utrzymanie stanu, który wszyscy znamy: okienko na każdej nowej stronie, dwa przyciski o różnych kolorach i pole “ustawienia zaawansowane” ukryte tam, gdzie mało kto zagląda. Rząd, który w Brukseli występuje o uproszczenie przepisów cyfrowych, przy tej okazji stanął po stronie klikania.
Nie znamy przy tym oficjalnego uzasadnienia polskiego stanowiska. Żaden dokument z jego treścią nie został opublikowany. Organizacje broniące prywatności mają swoją hipotezę i mówią o presji branży reklamowej, natomiast pozostaje to ich przypuszczeniem. Pewne jest to, jak zdecydowała Rada, oraz to, że Polska poparła usunięcie przepisu.
Kto naprawdę broni banerów cookie
Baner cookie w powszechnym odbiorze uchodzi za wynalazek urzędników. W rzeczywistości jest wynikiem kompromisu, na którym najbardziej korzysta rynek reklamy. Zgoda zbierana jest osobno na każdej witrynie, zwykle w pośpiechu i przy interfejsie zaprojektowanym tak, żeby najłatwiej kliknąć “akceptuj”. W takich warunkach branża dostaje zgodę od zdecydowanej większości odwiedzających. Jeden sygnał w przeglądarce zmieniłby tę arytmetykę z dnia na dzień.
Dlatego niewiele osób zdziwiło, gdy w procesie legislacyjnym pojawił się dokument lobbingowy Google. Firma przekonywała w nim, że nowy przepis “skutecznie zatrzymałby całą reklamę internetową”. Komisja Europejska uznała przedstawione wyliczenia za mocno przesadzone. Google pozostaje zresztą w Brukseli pod stałym ostrzałem i niedawno dostał karę 890 milionów euro za faworyzowanie własnych usług w wyszukiwarce. Tym razem firma nie musiała jednak niczego wygrywać w sądzie. Wystarczyło, że przepis zniknął przed uchwaleniem.
Pierwsza Misja AI · Kodożercy
Pierwszy raz z AI? Zaczynasz od zera
Pierwsza Misja AI to kurs dla osób bez technicznego przygotowania. Nie trzeba umieć programować ani znać żargonu. Dowiesz się, jak działa AI, jak pisać prompty i jak korzystać z niej w pracy.
Wejdź na pokład →

Koalicja organizacji szuka pomocy w Parlamencie
Sprawa nie jest jeszcze zamknięta. Parlament Europejski nie zajął wobec artykułu 88b stanowiska, a negocjacje między Parlamentem a Radą trwają. Właśnie w to okno celuje kampania Kill the Cookie Banner. Podpisały się pod nią między innymi europejska organizacja konsumencka BEUC, sieć European Digital Rights, amerykańska Electronic Frontier Foundation, Irish Council for Civil Liberties, noyb oraz Check My Ads. Apel sprowadza się do jednego zdania: skontaktuj się ze swoim europosłem albo rządem krajowym i powiedz, co myślisz o klikaniu.
Sygnatariusze pilnują przy tym rozróżnienia, które łatwo zgubić w emocjach. Popierają sam mechanizm sygnału prywatności. Sprzeciwiają się natomiast innym fragmentom pakietu Digital Omnibus, które ich zdaniem osłabiają ochronę danych zamiast ją upraszczać. Tę samą linię sporu widać przy każdej dużej regulacji cyfrowej ostatnich lat, od egzekwowania przepisów wobec platform po zarzuty Komisji wobec TikToka w sprawie kont nieletnich. Uproszczenie brzmi dobrze w komunikacie prasowym, a wynik zależy od tego, który przepis wypadnie po drodze.
Podsumowanie
Banery cookie zostają z nami na dłużej. Przepis, który miał je zastąpić jednym ustawieniem w przeglądarce, wypadł ze stanowiska Rady Unii Europejskiej 18 czerwca 2026 roku. Polska znalazła się wśród państw, które o to zabiegały, obok Niemiec i Francji. Ostatnie słowo należy jednak do Parlamentu Europejskiego, który wciąż może artykuł 88b przywrócić w negocjacjach z Radą. Do tego czasu obowiązuje stan, w którym zgoda na śledzenie zbierana jest osobno na każdej witrynie. Interfejs pozostaje zaprojektowany tak, żeby najszybszym ruchem było kliknięcie “akceptuj wszystkie”.
Newsletter · DevstockAcademy & Kodożercy
Bądź na bieżąco ze światem IT, AI i automatyzacji
Co wtorek: newsy z branży, praktyczne tipy i narzędzia które warto znać. Zero spamu.




